Syzyfowa praca rodziców.

Aby dziecko było szczęśliwe


 

Musi świetnie pływać – bo ja byłam pływaczką. Będzie uczył się języka angielskiego – bo ja się nigdy nie nauczyłam. Będzie harcerzem – super, bo ja byłam harcerką. Zostanie lekarzem – bo zawsze chciałam leczyć ludzi. Będzie …

 

Będzie kim zechce!

Tak powinniśmy myśleć i mówić.

Zgadzacie się?

A może myślicie tak: „Oczywiście, że ma prawo decydowania o swojej przyszłości, ale musi pójść na studia”?

Nawet jak nie mówimy o czymś głośno, to w myślach uprawiamy życzeniowość wobec naszego dziecka. Wyobrażamy je sobie w rożnych rolach. Chcemy aby, czy to świadomie czy nie, obrało taką drogę życia jaką my sobie życzymy. A jak nie, to aby przynajmniej nie poszło w kierunku, który nam nie odpowiada.

Bo przecież kto marzy o tym, aby jego dziecko kopało przysłowiowe rowy?

Tylko co jest w tym kopaniu złego?

Ktoś to musi robić. Dlaczego nie nasze dorosłe dziecko?

Może to będzie konsekwencja wcześniejszych jego wyborów, a może świadomy wybór.

Nie nasz – jego!

Może będzie szczęśliwy?

Bo chyba o to chodzi.

 

Aby był szczęśliwy

Kilka lat temu uczestniczyłam w zajęciach dla rodziców. Na pierwszych zajęciach zadano nam pytanie: Jaki jest cel wychowania Waszego dziecka?

Padało wiele odpowiedzi, m.in.:

  • aby był samodzielny
  • aby osiągnął sukces
  • aby miał wysokie poczucie własnej wartości
  • aby był dobrze wychowany
  • abym była z niego dumna
  • aby odróżniał dobo od zła
  • aby był dobrym człowiekiem
  • ABY BYŁ SZCZĘŚLIWY – na koniec padła odpowiedź

 

Bingo! To było to.

Popatrzyliśmy na siebie. Bo w jednej chwili zrozumieliśmy wszystko.

To jedno zdanie zdefiniowało całe nasze działanie.

Może nie wszyscy się ze mną zgodzą. Ale dla mnie to jest kwintesencja tego co chcę aby moje dzieci osiągnęły.

Chcę aby były szczęśliwe.

Może być informatykiem, albo budowniczym, lekarzem, prawnikiem czy sprzedawcą. Ale chcę, aby był szczęśliwy.

 

Pragnienie rodzica

Czy mam swoje pragnienia? Czy mam swoje typy związane z zawodem, wykształceniem i umiejętnościami synów?

Oczywiście, że mam :)

Ale to nie moje życie. Nie ja decyduję.

 

„Dzieci muszą samodzielnie myśleć i działać, umieć przeprowadzić swoją wolę, bronić swych przekonań i stawiać czoło problemom.”
Brigitte Beil

 

Mogłabym? Mogłabym. I mam duży wpływ na to w jaki sposób dzieci postrzegają świat, jakie mają poglądy, czy są wrażliwe na innych ludzi, przyrodę, sztukę itd. Mogę pokazywać im drogę, kierunki, możliwości. Mogę opowiadać o sobie, co robię w postaci krótkich historyjek „Dawno, dawno temu, jak byłam małą dziewczynką …”. Mogę pokazać, że warto stawiać sobie cele. Że to co robimy zawsze niesie konsekwencje – te dobre i złe.

Ale nie mogę przeżyć życia za nich. I choć jest to trudne muszę, niechętnie, godzić się na ich wybory.

 

Zapominam się!

Tak. Zapominam. Próbuję „zmusić” ich do tego aby myśleli tak jak ja chcę. A potem zauważam co robię i myślę: STOP, tak nie wolno.

Muszę pozwolić na błędy. Wysłuchać ich własnego zdania.

Oj, jak mnie to boli, gdy wiem, że droga, którą podążają nie jest tą, o której marzyłam. Ale moja rola, to nie bycie dowódcą, ale mentorem. Bo cel jest jasny: CHCĘ ABY DZIECKO BYŁO SZCZĘŚLIWE!

A nie będzie, kiedy zorientuje się, że było marionetką w moich rękach.

Pokazujcie, uczcie, wspierajcie, pocieszajcie, radźcie, kochajcie i pozwólcie dziecku być samodzielnym.

 

Syzyfowa praca

 

4 myśli na temat “Aby dziecko było szczęśliwe

  1. Bardzo często łapię się na tym, że za dużo wymagam od moich chłopaków. Dodatkowo często wcale nie trafiam w ich zainteresowania. Kupuję książkę, to się okazuje, że wolą komputer. Zapisuję ich na basen to twierdzą, że chcą piłkę nożną :( Uff, naprawdę ciężko to wygląda. Więc chyba aby dziecko było szczęśliwe, warto pozwolić mu decydować, co chce robić, a czego nie ;)

    1. Myślę, że warto próbować wprowadzać różne zainteresowania do życia naszych dzieci. Bo jeśli nie spróbują to nie będą wiedziały czy chcą się tym zająć. Wiele lat temu namawiałam syna aby wstąpił do harcerstwa. Bo to fajna sprawa. Przedstawiam mu plusy ale zdecydował, że to nie dla niego. Żałowałam ale opuściłam. Teraz po latach do klasy przyszli harcerze, zaproponowali wstąpienie do drużyny. I jest. Mam harcerza :)

Dodaj komentarz