Dziecko to nie mały dorosły - rodzinka

Dziecko to nie mały dorosły

Byłoby wspaniale gdyby z naszym dzieckiem można byłoby porozmawiać jak ze swoją małą kopią. Osobą, która zawsze nas zrozumie, wybaczy, pomoże. I co najważniejsze posłuch nas. A jeśli już nie posłucha, to przynajmniej z nią podyskutujemy i ustalimy kompromis. Ile razy łapałam się na takim myśleniu? Nie powiem, ale wystarczająco dużo, aby dojść do pewnych wniosków.

Problem polega na tym, że dziecko nie jest małym dorosłym. Jeszcze przez najbliższe kilkanaście lat nie będzie. Nawet mając 20 lat nasze dziecko będzie dopiero młodym dorosłym, który nadal myśli inaczej niż my. Ja zrozumiałam moich rodziców gdy sama zostałam mamą. Nagle otworzyły mi się oczy.

 

Wiele lat temu, uczestnicząc o zajęciach dla rodziców, psycholog uświadomiła nam, że z dzieckiem się nie dyskutuje. Im mniejsze dziecko tym mniej dyskusji. Nie oznacza to, że nie można z dzieckiem rozmawiać. Że naszą rolą jest wydawanie poleceń. To również nie tak. Z dziećmi trzeba rozmawiać, trzeba ich słuchać, zachęcać do poznawania świata.

 

Jesteśmy rodzicem, który ustala zasady, wyznacza granice i decyduje za dziecko. Oczywiście z czasem dajemy wybór, np. czy chce na śniadanie zupę mleczną czy kanapki. Ale nie pytamy czy chce iść do babci na urodziny czy zostaje w domu. Oczywiste jest, że idzie do babci, bo to ważna dla niej chwila, nawet jeśli nie ma na to ochoty. Maże co najwyżej wybrać czy ubierze sweter czy koszulę.

 

Tyle, że my, rodzice, kochamy nasze dzieci, chcielibyśmy, aby nasze maluchy miały jak najlepiej, były szczęśliwe. Nigdy nie były smutne i nie płakały. Tylko, że tak się nie da. Możemy na wszystko się zgadzać, a i tak dziecko w pewnym momencie się popłacze, obrazi lub wpadnie w histerię. Zawsze znajdzie się powód do ich niezadowolenia. I wtedy zaczynamy rozmawiać, dyskutować, dochodzić przyczyny takiego zachowania, przekupywać słodkością, bajką, zabawką, aby tylko dziecko się uspokoiło.

 

„Wychowanie dziecka to nie miła zabawa, a zadanie, w które trzeba włożyć wysyłek bezsennych nocy, kapitał ciężkich przeżyć i wiele myśli…”

Janusz Korczak

 

Ale czy tak zachowuje się dorosły?

Kilkoro, których znacie na pewno tak. Ale większość nie.

Ten mały człowiek to nadal dziecko, nie ważne czy ma 2, 4, 9 czy 13 lat. Dziecko, które jeśli damy mu palec to weźmie rękę, a po ręce ramię, aż zagarnie całego nas. Będzie nas szantażować swoim płaczem lub krzykiem, obrażaniem się, czy innym niepożądanym zachowaniem.

 

Dlaczego? Bo to jest skuteczne.

I będzie tak robić do czasu, aż nie powiemy dość. Ale nie takie cichutkie i niepewne. Musimy być stanowczy i konsekwentni. My tu rządzimy. My decydujemy. Bo to my jesteśmy odpowiedzialni za siebie i swoje dziecko.

Czy ktoś kiedyś usłyszał: „to dziecko źle się wychowało”?

Oczywiście, że nie.

 

Moją ulubioną anegdotką z naszego rodzinnego życia jest mój dialog z synem, po już tysięcznej awanturze o nie wiadomo co. Zadałam mu pytanie:

– Kto tu rządzi?

– Nie powiem – usłyszałam stanowczy głos syna

– Kto tu rządzi? – nie ustępowałam

– Ty i tata – tym razem już normalnym głosem

– Właśnie. Ja i tata – powtórzyłam

– Ale ja też bym chciał – cichutko dopowiedział syn

A miał kilka lat.

 

Właśnie o to chodzi. Dziecko chce rządzić. Ono nie chce dyskutować, rozumieć, iść na kompromisy. Ono, z jednej strony chce być naszym małym dzieckiem, które nic nie musi, od którego nic się nie wymaga, którego się zabawia i słucha, poświęca każdą wolną chwilę. Z drugiej strony chce rządzić nasza rodziną. I bardzo często mu się to udaje.

Skąd to wiem?

Bo sama byłam „nowoczesnym rodzicem”, który chce być przyjacielem dziecka, partnerem do rozmów i zabawy. Chciałam traktować syna jak małego dorosłego. Tylko ten eksperyment się nie udał. Nie było przyjaźni i partnerstwa. Był płacz i gniew, zarówno po mojej zmęczonej stronie, jaki i dziecięcej – rozczarowanej, że mu się mama buntuje.

Od kiedy zrozumiałam, że to ja i mąż jesteśmy jedynymi dorosłymi w naszym domu, życie naszej rodziny się zmieniło. Role są jasne. Są rodzice – dorośli i dzieci.

Dziecko to nie mały dorosły - rodzinka

7 myśli na temat “Dziecko to nie mały dorosły

  1. To prawda, z dzieckiem się nie dyskutuje. Nie ma to sensu zwłaszcza, kiedy przechodzi bunt (a w życiu dziecka jest ich naprawdę sporo). Przechodziłam to nie raz i jeszcze wiele razy przede mną, bo mam trójkę dzieci, a na dodatek trzech chłopaków.Walka z ich humorami i „mądrościami” jest jak walka z wiatrakami. Ty mówisz swoje, oni swoje. Dopiero po wkroczeniu taty sytuacja jakoś się uspokaja. No, ale co tu się dziwić – takie są mamy, zwłaszcza te które mają trzech synów, jak ja ;)

    Pozdrawiam Cię serdecznie :)

    1. Coś na ten temat wiem. Ma dwójkę chłopaków. Szkoda mi rodziców młodszych dzieci, którzy jeszcze nie doszli do takich wniosków jak my :) Stąd ten wpis.
      Pozdrawiam :)

  2. RACJA! I trzeba o tym pamiętać. Bo taki mały człowieczek szybko łapie, jak ,,przekonać” (wrzaskiem, tupaniem, płaczem, słodkimi oczkami, a czasem szantażem emocjonalnym typu: Ty już mnie nie kochasz, bądź: Nienawidzę Cię!) rodzica do swoich pomysłów. Cierpliwości i wytrwałości (sobie też :) ) !

  3. Ciekawy wpis.Podczas buntu dwultaki, żadne dyskusje nie miały sensu. Ja puki co mam małe szkraby, ale właśnie starsza (3 i pół latka) i z nią nie ma co dyskutować. Dziecko nie zrozumie, co mamy na myśli, pojmie to w swój inny, bajeczny sposób..

  4. Wszystko trzeba wypośrodkować – rodzicielstwo bliskości ma swoje plusy i się sprawdza. Grunt to pamiętać o tym, że wychowujemy przyszłego dorosłego, wiec należy mu dać możliwość podejmować decyzje aby go tego nauczyć. Wiadomo czasem nie ma co dyskutować np. urodziny babci etc. Ja staram się wychowywać tak aby córka miała do mnie zaufanie, żeby wiedziała, że może mamie powiedzieć wszystko i się jej nie bała.

  5. U nas jest krótka piłka, jak młody zdecydowanie zaczyna przeginać – „nie negocjuję z terrorystami” i koniec. Dzieci potrzebują granic i słyszeć czasem słowo „nie”. Tak robią mądrzy, dobrzy rodzice, a rozmarzone mamcie myślące, że powiedzieć dziecku „nie” lub „nie wolno”, kiedyś mogą pożałować, że pozwalały sobie wchodzić na głowę. A jeśli nie one, to znajomi ich dzieci w przyszłości.

    1. Dokładnie tak. Może tego nie zauważamy, bo jest to dla nas naturalne, ale dorośli też mają stawiane granice :)

Dodaj komentarz