Lekarzu zastanów się

Lekarzu, zastanów się 2 razy zanim coś powiesz

Dlaczego pojawił się ten apel do lekarzy, szczególnie pediatrów oraz specjalistów dziecięcych?

Otóż z potrzeby duszy. Lekarz z racji wykonywanego zawodu i naszych zakorzenionych przekonań jest dla nas autorytetem. Do niego zwracamy się o pomoc w tak ważnej kwestii jak zdrowie. Jego autorytet rośnie gdy dotyczy to naszych dzieci. My rodzice, staramy się ufać mu i wykonywać wszystkie zalecenia. Przecież stawką jest zdrowie naszych pociech. Dlatego mój apel do lekarzy:

 

Zanim powiecie cokolwiek rodzicom o zdrowiu, rokowaniach leczenia i konsekwencjach choroby zastanówcie się 2, 5 a może nawet 10 razy. Zastanówcie się, czy dziecko powinno to usłyszeć. Zastanówcie się czy posiadacie pełną wiedzę o tym co mówicie i czy jesteście na 100% pewni, że się nie mylicie.

Lekarz też człowiek

 

Lekarz to zawód jak każdy inny. I jak w każdym zawodzie trafiają się specjaliści najwyższej klasy, jak i tacy, którzy opierają swoje diagnozy na wiedzy zdobytej wiele lat wcześniej. Ale tu nie chodzi o hydraulikę, bankowość, sprzedaż, wywóz śmieci czy przygotowanie posiłku. Gdy stajemy przed lekarzem oczekujemy bezbłędnej diagnozy, ustalenia leczenia, wytłumaczenia konsekwencji zachorowania, jeśli takie są i wsparcia oraz nadziei.

Może to się wyda dziwne, ale ja oczekuję wsparcia i nadziei. O chorobie, leczeniu i konsekwencjach mogę poczytać u sławnego „wujka Googla”.

 

Lekarzu, nie strasz i nie obwiniaj!

 

Gdy dziecko jest chore rodzice boją się. Mamy płaczą po nocach. W dzień się obwiniają, że nie zauważyły, nie zareagowały na czas, nie były uparte, nie drążyły tematu, nie miały wcześniej wątpliwości. Najczęściej za chorobę dziecka obwiniają siebie. Ojcowie, myślą co będzie dalej, uciszają matki, wspierają, a następnie złoszczą się na nie.

 

Tylko, że nie zawsze lekarz ma rację

 

O tak, lekarz nie jest nieomylny. Nie jest bogiem, ani nie jest wróżką.

Tylko co wtedy? Co gdy się pomyli? Co gdy straszył nas kalectwem dziecka, bo zaniedbaliśmy jego chorobę?

Nic. Najczęściej nie ponosi żadnych konsekwencji. Rodzice po wizycie u kolejnego specjalisty cieszą się, że nie ma mowy o zaniedbaniu, że dziecko nie będzie kaleką, a opinia nie była zgodna z najnowszymi badaniami. Rodzice nic nie robią.

Czy następnym razem są mądrzejsi? Ja nie jestem. Za każdym razem boję się i obwiniam tak samo mocno.

Mój mąż mówi, będziesz się martwić jak będzie czym. Gdy „zapadnie klamka”. A jednak nie umiem poradzić sobie z emocjami związanymi z moimi dziećmi.

Oczywiście jest wielu wspaniałych lekarzy. Poznałam kilku. Ortopedę dziecięcego, którego spotkałam w tamtym roku przy okazji złamanej ręki młodszego dziecka uwielbiam do dzisiaj. Szczególnie, gdy powiedział, że moje dziecko nie będzie kaleką po tym gdy taką opinię wydała pediatra. Dziecko z płaskostopiem i koślawością stóp dla niej było nie do wyleczenia. Głęboko przez nas zaniedbane i wcześniejszych lekarzy, którzy nic nie zrobili widząc jego stopy. Na pytanie co teraz, pani doktor odpowiedziała, że ortopeda powinienem się wypowiedzieć, ale w jej ocenie to on ma kostkę na ziemi i w zasadzie nic nie można już na to poradzić. Czy płakałam? Płakałam, kilka dni i kilka nocy. Czy powinnam? Nie, szczególnie, że ortopeda ani nie orzekł kalectwa, ani nie mówił o zaniedbaniu. Przekazał kilka zaleceń i życzył powodzenia. Gdy się żegnaliśmy powiedział, niech już pani nie płacze. Nic takiego się nie dzieje. Do zobaczenia w przyszłym roku.

 

Czy ten przypadek był odosobniony?

 

Niestety nie. I myślę, że wielu z nas doświadczyło podobnych sytuacji w swojej karierze rodzica. Wielu jeszcze doświadczy. Dlatego życzę sobie i wam, abyśmy spotykali tylko takich lekarzy, którzy widzą przede wszystkim w nas rodziców, którzy mają uczucia. I nigdy świadomie nie zaniedbują swoich dzieci. Gdy pojawiamy się u lekarza to znaczy, że coś nas niepokoi i chcemy wyjaśnić sprawę. Nie chcemy być straszeni, obwiniani, pouczani. Potrzebujemy pomocy i wsparcia.

 

Anna Chrzanowska-Łysak Kolorowa MatkaJeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać. Każdy sygnał od Ciebie i innych moich czytelników jest dla mnie bardzo ważny. Sprawia, że chcę być jeszcze lepsza.

Chcesz docenić moją pracę? Możesz to zrobić. Wiem, że nie masz za dużo czasu, więc zrób to teraz:

  1. skomentuj wpis tutaj
  2. skomentuj wpis na fanpage Kolorowamatka
  3. polub fanpage Kolorowamatka – a ja z przyjemnością poinformuję Cię o kolejnych wpisach :)
  4. udostępnij wpis swoim znajomym

12 myśli na temat “Lekarzu, zastanów się 2 razy zanim coś powiesz

  1. Nie mam zaufania do lekarzy. Czasem zachowują się jakby pozjadali wszystkie rozumy świata. Tak, bardzo prestiżowy i odpowiedzialny zawód, ale czy to powód, żeby traktować pacjenta z góry? Oczywiście, że nie – każdy z nas jest specjalistą w swojej dziedzinie i każdy w jakiś tam sposób pomaga innym.

    1. Dokładnie tak. To bardzo wymagający i odpowiedzialny zawód. I żaden lekarz nie powinien o tym zapominać. Również o tym, że lekarz ma pomagać! Nie szkodzić, nie stać ponad pacjentem.

  2. Wielkim darem jest lekarz, pediatra w szczególności, do którego rodzic ma pełne zaufanie. Mnie udało się takiego lekarza znaleźć dla moich dzieci. I choć wizyta wiąże się ze sporym wydatkiem, wielokrotnie przekonałam się, że troska pediatry o moje dzieci jest autentyczna, dostępność lekarza przez SMS i telefon jest nieoceniona, a zalecenia nigdy nie są przesadzone. Dość powiedzieć, że lekarz z przychodni na nieznaną sobie wysypkę zapisał szeroko działający antybiotyk, a pediatra, do której udaliśmy się po pomoc, od razu nas uspokoiła, rozpoznała prawidłowo tzw. bostonkę i odesłała bez leków do domu. Chciałabym móc powiedzieć to samo o interniście dla siebie, ale niestety nie jest to takie proste.

    1. Aniu, ja też mam kilku sprawdzonych lekarzy. Czasami jednak nie mamy wyjścia i umawiamy wizytę do lekarza spoza naszej „puli”. A wtedy to loteria. Nie zawsze trafiamy wygrywający los :)

  3. Niestety zgadzam się, że wielu lekarzom brakuje delikatności, taktu, a przede wszystkim wiedzy. Ja akurat przez kilka lat walczyłam z niepłodnością – i na początku trafiłam do ginekologa , który w naszej okolicy był bardzo polecany i uważany za autorytet (miał nawet własną prywatną klinikę). Ale od samego początku mi coś w nim nie pasowało i wydawał się mało profesjonalny, na sporą część moich pytań nie umiał rzetelnie odpowiedzieć. Potem zrobił mi taką operację, że po dwóch tygodniach na kontroli okazało się, iż problem powrócił ze zdwojoną siłą – oczywiście z niego zrezygnowałam i przeniosłam swoje leczenie do innego miasta. Okazało się, że wszyscy kolejni lekarze na widok jego „fachowych” opinii i opisów dosłownie parskają śmiechem i pytają mnie „a kto panią wcześniej leczył? jakiś znachor? ” Także trzeba być bardzo czujnym i konsultować każdą diagnozę z innymi specjalistami, aż do znudzenia.

  4. Niestety wielu ludzi idzie na medycynę dla kasy, a tak naprawdę przeraża to, że znakomita większość. Wiem to od znajomych studiujących medycynę. Takich co chcą pomagać z powołania jest niewielu i są często tępieni przez resztę i profesorów. Nie ma miejsca na ideały, książki są od tego :( Traktują nas jak przedmioty, na których mogą zarobić. Też mnie to przeraża zwłaszcza w kontekście własnego dziecka i również czasem o tym Herbata pisze :) Jedynie możemy pozytywnie afirmować i próbować przyciągać do siebie dobrych ludzi, w tym lekarzy :) ślę herbaciane pozdrowienia :)

  5. Zapisałam dziecko do polecanej, nowoczesnej przychodni. Okazało się, że każda osoba tam mówi mi co innego. Położna, pielęgniarka środowiskowa, lekarze… Nie wiem, komu z nich mam zaufać. Pretensje o inne postępowanie niż oni chcą mają do mnie, zamiast do siebie (w końcu ktoś to zalecał). Lekarka nie umie postawić prostej diagnozy i rozkazuje wręcz, zamiast sugerować. Ostatnio KAZAŁA mi zmienić mleko na Nan, kiedy dziecko miało zatwardzenia. Wiedziała, że zmiana z Bebiko na Bebilon pomogła, ale dalej upierała się na to, po którym dzieci mają jeszcze gorsze zaparcia. W okolicy nie ma żadnego dobrego lekarza rodzinnego. Ginekolog szybciej skojarzyła, co jest mojemu dziecku, kiedy przy okazji spytała, niż ta lekarka. Jaki trzeba mieć tupet, żeby oschle traktować rodzica, straszyć go rehabilitacjami kiedy nic nie jest pewne? Raz wyrwała mi dziecko z rąk i położyła szybko tak, że nic nie widziało. Nie chciała mi go oddać, chociaż już nie robiła żadnych badań. Nie obchodzi jej moja wizja wychowywania, budowania poczucia bezpieczeństwa dziecka. Jestem dla niej okropną, kolejną przewrażliwioną matką, która wszystko robi źle.
    Ale mi ulżyło, jak to napisałam. :)
    Pozdrawiam !

    1. Czasami dobrze się wygadać :) Ja uczę się zachowywać spokój w takich okolicznościach. Choć i mnie czasami puszczają nerwy, czego efektem jest ten wpis.
      Jak mam wątpliwości idę do innego lekarza. Ale ja mam takie możliwości. Co innego gdy nie mamy wyboru :(
      Dużo zdrówka Wam życzę i kompetentnych lekarzy w okolicy :)

  6. Moje przejścia i kontakty z lekarzami w sprawie dzieci można wpisać w wielką księgę. Spotkałam genialnych i skromnych lekarzy i niedouczonych bufonów. Im większego formatu był to lekarz, często tym większego formatu człowiek. Właśnie tak. Najwięcej złego w moim matczynym sercu zrobił pewien chirurg, który badał stawy biodrowe mojego dziecka w trzecim tygodniu po urodzeniu. Miałam już na głowie poważną wadę wrodzoną synka, zdiagnozowaną przez innego doskonałego chirurga specjalistę i wyznaczony termin operacji. Dzieciątko było maleńkie i wcześniacze, a ja w smutku hormonalnym poporodowym i z tym „wyrokiem” poszłam tylko zbadać stawy biodrowe do tego (przepraszam) konowała w sfilcowanym swetrze, bo nawet fartucha nie ubrał. I pozwolił sobie na obrzydliwą uwagę na temat wady wrodzonej mojego dziecka. Długo płakałam. Potem przestałam. Ale gdy ktoś teraz idzie do tego „specjalisty” zawsze mówię tej osobie. „NIE RÓB TEGO”. To człowiek, który rzuci diagnozę nawet jak jeszcze nie widzi dziecka.

    1. To straszne, że lekarze często zapominają, że ich pacjenci mają uczucia. I jedna uwaga może pozostawić wielką ranę w naszym sercu i umyśle. Niestety tak jest i musimy opijać i nagłośniać opinię o niektórych osobach, aby nie miały okazji kogoś skrzywdzić.

  7. Bardzo mądry post, naprawdę! Podam, może dosyć hardcorowy przykład, ale gdy moja mama była w ciąży ze mną lekarz powiedział, że ciąża jest martwa, ba! mama była już umówiona na zabieg usunięcia i, gdyby nie to, że ją coś tknęło, to by to zrobiła, ale poszła do innego lekarza i okazało się, że wszystko z ciążą jest w jak najlepszym porządku!

    To jest idealny przykład i zawsze o tym pamiętam (inaczej się nie da :D), że lekarz też jest człowiekiem i też popełnia błędy.

    Pozdrawiam ciepło!

    1. Dziękuję za Twoją historię.
      Ja mam już taki zwyczaj, że jak diagnoza mi się nie podoba, albo wymaga trudnego leczenia to zawsze odwiedzam jeszcze jednego lekarza. Tak na wszelki wypadek. Bo oczywiście lekarz też człowiek, ale jego błędy mogą wiele kosztować.

Dodaj komentarz