Matka jest winna

Matka jest winna

Matka jest winna. Zawsze. Pewnie to dość radykalne stwierdzenie. Jednak mam w sobie tyle złości i bezsilności, że głośno to mogę powiedzieć. Długo we mnie kiełkowała ta myśl. Teraz jestem tego pewna. Nie rozumiem tylko dlaczego tyle osób widzi winę matki, a już zupełnie nie dostrzega winy ojca, babci, dziadka, nauczycielki czy samego dziecka. Z jednej strony to nawet ta myśl trochę łechta mnie po spragnionych komplementów uszach. Bo przecież skoro matka jest wszystkiemu winna, to znaczy, że ma przeogromny na wszystko wpływ.

Ale co spowodowało, że ta myśl wyleciała z głowy i ujawniła się tak poważnym stwierdzeniem?

Pani psycholog w szkole mojego świeżo upieczonego gimnazjalisty.

 

A co mnie podkusiło, że tam się pojawiłam?

 

Ano to, że chciałam wspierać swojego syna w intelektualnym rozwoju. A że już zmęczona byłam byciem osobistą asystentką mojego 13-letniego młodego mężczyzny postanowiłam szukać wsparcia. Co by z asystentki przerodzić się w spokojną i wyluzowaną matkę, która nie ma poczucia, że właśnie po 17 latach od ukończenia studiów z zarządzania i marketingu wróciła do szkoły. Jeszcze bycie „uczennicą” podstawówki jakoś wydawało mi się naturalne, bo trzeba pomóc dziecku. W gimnazjum zaczęłam mieć wrażenie, że za kilka lat wrócę do liceum, a potem na studia.

Pomysł wydawał mi się świetny. Spotkanie z psycholog miało pomóc mi i dziecku łagodnie przejść przez etap odcinania pępowiny. Niestety cały czas miałam wrażenie, mimo bardzo przyjaznej atmosfery, że jestem na świeczniku. I to we mnie doszukuje się tego, że syn nie chce wziąć odpowiedzialności za siebie.

Bo przecież z matką, która przychodzi do szkoły po wsparcie, a ma dziecko z ocenami ponad cztery, z pozytywną opinią z zachowania i etykietką „bardzo grzeczny i miły chłopiec”, nie może być wszystko dobrze. To w niej trzeba szukać przyczyny.

I tak zasugerowano mi, że:

  • może jestem nadopiekuńcza
  • mam niespełnione ambicje
  • za dużo wymagam od siebie i dziecka
  • lubię mieć nad wszystkim kontrolę
  • mam błędny obraz syna
  • nie pozwalam na samodzielne myślenie dziecka

I sama już nie wiem co jeszcze.

Nie rozumiem tego, że jeśli cokolwiek się wydarzy w życiu naszego dziecka, nie zależnie czy dobrego czy złego to zawsze my, matki za tym stoimy. Matka jest winna. Już od samego poczęcia wtłacza nam się do głowy, że od nas zależy jego przyszłość. Te wszystkie przesądy, którymi otaczają nas inne matki i babki. Do dzisiaj pamiętam, że nie można przechodzić pod drabiną i gapić się na innego mężczyznę, bo się na niego „zapatrzymy”.

Potem gdy już pojawi się maleństwo na świecie to jesteśmy odpowiedzialne za każde kichnięcie, każdą chorobę, każdą „rysę” na naszym dziecku. Bo nie dopilnowałaś, bo nie zauważyłaś. Bo powinnaś wiedzieć, bo nie ćwiczyłaś, nie śpiewałaś piosenek, nie chodziłaś na milion konsultacji i jeszcze więcej zajęć dodatkowych, bo nie karmiłaś piersią, bo karmiłaś za długo.

Masakra.

Sama wiem, jak duży wpływ na zachowania dziecka mają matki. Ale nie tylko one. Ojcowie, dziadkowie, nauczyciele i całe otoczenie człowieka ma na niego wpływ. Wiem co pomogło mnie ukształtować. I nie była to tylko matka, którą zresztą bardzo kocham i to niezależnie jak mocno ona obwinia siebie za ewentualne niedociągnięcia w moim wychowaniu. Jestem jaka jestem. Nie szukam winy za to kim się stałam. Może gdyby rodzice inaczej postępowali byłabym inna, a może wcale nie. Byłabym dokładnie taka sama. Nikt tego nie wie i niech tak pozostanie.

 

Dlaczego więc nieustannie muszę się zastanawiać nad każdym swoim krokiem, każdym wybuchem emocji, każdą decyzją?

 

Bo żyję w otoczeniu ludzi, którzy starają się zaglądać do mojej głowy i mnie oceniać. Macie ochotę wydawać wyroki? To zacznijcie od siebie. Postępuję najlepiej jak potrafię w zgodzie z sobą. I sama się za to rozliczę. Nie potrzebuję do tego innych.

Mamy, matki i mateczki niczemu nie jesteście winne, chyba, że same tak uważacie :) A i wtedy 90% to tylko Wasze wyobrażenie, że tak jest.

Jesteście wspaniałe i należy Wam się medal za wkład w życie całej Waszej rodziny :)

 

UWAGA: nie mówię tutaj o matkach, które nie spełniają społecznego standardu wychowania i opieki nad dzieckiem. Nie pochwalam bicia i poniżania, traktowania przedmiotowo dzieci i myśleniu tylko o sobie kosztem potomstwa.

 

Ania

 

Jeśli podobało się Wam to co przeczytaliście zostawcie komentarz. Nie jest to oczywiście konieczne, ale chętnie poczytam jakie jest Wasze zdanie na ten temat.

 

9 myśli na temat “Matka jest winna

  1. Bardzo emocjonalny post i widać, że dużo Cię kosztuje walka z systemem. Współczuję :( U nas jednak we wszelkich rozmowach z nauczycielami lepiej radzi sobie mąż, więc jedyne, co mogą mi zarzucić, to że go do szkoły wysyłam.

    Ściskam mocno i dużo sił życzę!

    1. Dziękuję.
      To chyba jest tak, że stawiam sobie wysoko poprzeczkę. Uczę się odpuszczać i nie przejmować tak bardzo. Mam już pierwsze sukcesy :)

  2. Myślę, że prawda leży gdzieś po środku. Nie można matki obarczać 100% winą, ale faktem jest, że jej zachowanie ma olbrzymi wpływ na dziecko. Często matki nie potrafią przyjąć krytki i to też jest duży problem

    1. Tak się tylko zastanawiam. Poszłam po pomoc. W zasadzie nie dostałam jej. Nie poszerzyłam wiedzy co mam zrobić. Zostały mi tylko sugestie, że mogę być winna na rożnych płaszczyznach. Jedyną radą jaką uzyskałam to, że mam odpuścić, ale nie za bardzo, tylko trochę. Bo za bardzo to będzie źle, ale za mało też nie dobrze.
      Krytyka jest dobra jeśli jest konstruktywna. A jeśli nie, to w niczym matce nie pomoże. A przecież nie o to chodzi :)

  3. Mój synuś ma dopiero 4 lata i staram się dawać mu jak najlepszy przykład, pokazując jednocześnie, że życie nie zawsze jest usłane różami. Kultura to u nas podstawa, choć jest też czasem luz i wariacje. Zobaczymy czy w przyszłości będę umiała się „obsłużyć” nastolatkiem – póki co mnie to przeraża

    1. Dokładnie tak. Trzeba nabrać do tego dystansu :) Przecież większość z nas stara się być najlepszą z możliwych matek.

Dodaj komentarz