Jak wychować dziecko i nie zwariować. Metoda 1-2-3 w praktyce

Jak wychować dziecko i nie zwariować – część 5. Metoda 1-2-3 w praktyce

Jestem przekonana, że metoda 1-2-3 jest skuteczna i może wprowadzić spokój w życie rodziny. Jest niezwykle łatwa i szybko przynosi efekty. Są tylko dwa warunki: zero gadania i zero emocji. Tylko że teoria nie zawsze i idzie w parze z praktyką. Mogłabym nawet wysunąć tezę, że wręcz przeciwnie, teoria i praktyka to może i dwie siostry, ale nie bardzo siebie lubią. Wielokrotnie udowadniałam to twierdzenie, gdy pomimo posiadanej wiedzy postępowania w danej sytuacji robiłam zupełnie coś przeciwnego. Łamałam wszelkie zasady postępowania. A dlaczego?

Otóż dlatego, że nie panowałam:

  1. Nad swoimi emocjami
  2. Chcąc dać upust swoim negatywnym emocjom gadałam i gadałam, i gadałam.

 

A potem było mi wstyd przed samą sobą, że nie zachowałam się tak jak powinnam. Ot, błędne koło.

Nadzieja umiera ostatnia

 

Na szczęście jest jeszcze nadzieja, aby wprowadzić spokój w swoje życie i ognisko rodzinne. Z pomocą przychodzi nam praktyka. Im częściej będziemy trenować naszą nową postawę, nazwijmy ją roboczo „zero emocji, zero gadania”, to po 100 razach, a w przypadku opornych osobników po 300 nie będziemy mieli problemów w zapanowaniu nad swoimi uczuciami i słowotokiem. Ja należę do tych opornych z racji posiadania w sobie niezliczonych pokładów emocji, a widzę światełko w tunelu. Nawet nie światełko, ale wielki reflektor. Nawet jak w pierwszej chwili nie uda mi się zastosować metody 1-2-3, bo w przypływie nerwów całkiem nie zapomniałam, to za chwilę pojawia się myśl: „jeden”. I wchodzę na odpowiednie tory.

 

Bunt dziecka

 

Bunt dziecka pojawia się niezależnie czy zastosuję metodę 1-2-3 czy postąpię w inny sposób, który jest sprzeczny  z oczekiwaniami dziecka. Wolę, aby ten bunt przełożył się na coś pozytywnego. Gdy zaczynałam odliczać syn całym sobą pokazywał swoje niezadowolenie, ale jednocześnie poddawał się i zaprzestawał niepożądanego zachowania. Albo ponosił karę gdy usłyszał „trzy”. Ważne jest abyśmy wytrwali w tej metodzie wychowawczej.

Niedawno Mój Wymuszacz miał na głos przeczytać tekst przez 10 minut oraz wykonać ćwiczenia rehabilitacyjne na rękę przez ok. 10 minut. Te dwa zadania zajęły nam 1,5 godziny z wieloma przerwami na 8 minutową karę. Nie zliczę nawet ile razy powiedziałam „trzy”. Ale nie uległam mu, nie zdenerwowałam się, nie gadałam i co najważniejsze: poza zmęczeniem sytuacją nie miałam złego humoru. Odczułam satysfakcję, że syn nie wciągnął mnie w swoją „zabawę” – wymuszanie przez marudzenie.

Tak więc jak wróżka przepowiadam sobie: „Nad twoim domem zaświeci słońce, a dzieci będą grzeczne i posłuszne. Nie będą manipulować tobą ani mężem twym. Przynajmniej do czasu jak starszy syn nie będzie przechodził buntu nastolatka. Wtedy nad twoim domostwem roztoczy się burza z piorunami, czego sygnały odczuwasz już dziś”.

 

Jakie najczęściej miałam wątpliwości podczas wprowadzania metody 1-2-3

 

1. Co zrobię jak syn nie będzie chciał poddać się karze?

Nigdy nie był zadowolony, że zaczynam go odliczać. Przy 1 – pokazywał niezadowolenie, kręcił głową, i mówił „nie”. Przy 2 – najczęściej się poddawał, do 3 – rzadko dochodziło. A jak już dochodziło to uznawał swoją winę i ponosił konsekwencje.

2. Nie będę miała odwagi odliczać w miejscu publicznym

I gdy musiałam to robić (kilka razy) było mi głupio, ale czasami trzeba schować dumę do kieszeni i zrobić to co trzeba. Później jedynie podnosiłam palec wskazujący i bezdźwięcznie mówiłam „raz”. Pomagało. Co ciekawe jemu również było głupio więc na 1 się kończyło.

3. Zapomnę o zasadach: zero gadania, zero emocji

Gdy już przypomniałam sobie, że mam takie narzędzie wychowawcze jak metoda 1-2-3, to zasady same się przypominały. Gorzej gdy w stanie pobudzenia emocjonalnego o metodzie zapominałam. Wedy było mega dużo emocji – nerwów, wyrzutów sumienia, wstydu, poczucia, że nie sprostałam roli rodzica. Była też lawina słów.

Podobno nikt nie rodzi się mistrzem. Trzeba bardzo dużo trenować. Potem zasady same wchodzą w krew i osiągamy mechanizację zachowań. Tak automatyczna „akcja-reakcja”.

4. Czy wszystkie denerwujące zachowania odliczać?

Miałam obawy jakie zachowania odliczać. Bo gdybym odliczała wszystkie zachowania denerwujące, sprzeciwy dziecka i marudzenia to nic innego bym nie robiła tylko odliczała. Więc doszłam do wniosku, że małe sprzeciwy i denerwujące zachowania będę ignorowała. Takie niezauważanie też jest skuteczne. Ponieważ nie dajemy po sobie poznać, że coś nas denerwuje, nie angażujemy się w negatywną sytuację.

5. Czy dam radę zachować spokój, gdy po raz kolejny będę musiała odliczać dziecko?

Gdy po raz 3 odliczasz dziecko za to same przewinienie, a w zasadzie nie odliczasz tylko od razu mówisz 3, to dostajesz moc. Wiem, że brzmi to dziwnie, ale gdy opanowałam się za pierwszym, potem drugim i trzecim razem to wiedziałam, że już jestem wygrana. Działałam według schematu. Emocje się ulotniły. I nawet nie było mi żal dziecka. Ponieważ ono doskonale zdawało sobie sprawę, że źle robi. Próbowało mnie ukarać za to, że jestem zdecydowana, opanowana i konsekwentna.

 

Jeśli macie pytania i wątpliwości to proszę o pozostawianie ich w komentarzu. Jeśli będę umiała odpowiedzieć lub odpowiedź znajdę w książce „Wychowawcze czary-mary. Odzyskaj spokój w domu i ciesz się z posiadania dzieci” dr Thomasa W. Phelan to podpowiem co zrobić.

Jak wychować dziecko i nie zwariować. Metoda 1-2-3 w praktyce

Zapraszam do zapoznania się z poprzednimi wpisami z cyklu „Jak wychować dziecko i nie zwariować”.

Zdjęcie do wpisu "Jak wychować dziecko i nie zwariować"

Siła spokoju

Jak wychować dziecko i nie zwariować. Techniki kwestionowania i manipulacji

Jak wychować dziecko i nie zwariować. Narada rodzinna

7 myśli na temat “Jak wychować dziecko i nie zwariować – część 5. Metoda 1-2-3 w praktyce

  1. Chyba najgorsze co może być to wchodzenie z dzieckiem w dyskusję. Z moich obserwacji wynika, że ona tylko nakręca a nie pomaga.

    1. Po latach doszłam do wniosku, że nie należy z dzieckiem wchodzić w dyskusję. Polecenie to polecenie, a nie otwarte drzwi do dyskusji. Bo to najczęściej źle się kończy. Ja preferuję rozmowy z dzieckiem na inne tematy, co z całego serca polecam innym :)

  2. Ja juz wyrosłam z małych dzieci :) jakos udało mi się przetrwać czas uporu, „tragikomedii” w sklepie, nawet wyskoki nastolatków. Staram sie prowadzić spokojne i racjonalne rozmowy z dziećmi dużymi i średnimi, ale kurczę, czasami mi nie wychodzi i zaczynam „truć” :) Ale nikt nie jest idealny w końcu :D Teraz potrzebuje poradnik dla babć, bo syn się żeni, więc kto wie? Ściskam!!!

    1. Mnie to dopiero czeka :) Przede mną etap nastolatka. Już jestem ciekawa Twoich przyszłych wpisów. Na pewno przygotujesz mnie do przyszłej roli. Powodzenia :)

Dodaj komentarz