oczekiwania wobec dziecka wymagają odpoczynku

Oczekiwania wobec dziecka – tak, jestem matką wariatką

Kolejny wieczór siedzę zapłakana, rozczarowana i w poczuciu nie spełnienia swoich wychowawczych obowiązków.

Czy stało się coś wyjątkowego?

Nie, dzień jak co dzień. Kolejny raz mój starszy syn, wchodzący w nastoletni wiek, nie dopełnił swoich obowiązków. Po raz kolejny w zeszytach znalazłam nie odrobione zadania domowe, a w elektronicznym dzienniku nieprzygotowania do lekcji lub niedostateczną ocenę. Moje oczekiwania wobec dziecka nie zostały spełnione.

Już nawet się nie unoszę.

Siadam w fotelu i włączam telewizor lub sięgam po książkę. I walczę z kłębiącymi myślami na temat mojego rodzicielstwa. I wiem, że nie jestem osamotniona w tym stanie.

 

Tylko o co tak naprawdę chodzi?

Przecież syn ma dobre oceny: 4 i 5. Zachowanie bardzo dobre. Angażuje się w zajęcia szkolne. Jest miły, pomocny i pogodny. Większość osób, z którymi się stykam, a nie mają dzieci lub ich potomstwo nie osiągnęło jeszcze 4 klasy podstawówki, uważa mnie za matkę-wariatkę. Która ma chorą ambicje i czepia się dziecka. Przecież szkoła to nie wszystko, a ja przesadzam. Czwórka to przecież dobra ocena. I nie każdy musi mieć piątki i szóstki. Ja to doskonale rozumiem. Nie każdy musi mieś średnia 5,0. I ja również tego od swoich dzieci nie wymagam. Wymagam, aby dziecko wypełniało swoje obowiązki. A nauka do nich należy. I jest jednym z jego podstawowych zadań.

Takie to dziwne, że chcę aby syn czuł się dobry w tym co robi. Żeby nauczył się stawiać sobie poprzeczki i je osiągać. Nie chcę, aby brał tylko to co przyniesie życie. Ponieważ wiem, że jeśli nie stawiamy sobie celów to ich nie osiągamy, nie rozwijamy się.

 

Za duże oczekiwania wobec dziecka

Kiedyś usłyszałam, że moje problemy biorą się z oczekiwań. Bo gdybym ich nie miała to nie miałabym też rozczarowań. Byłabym spokojniejsza i szczęśliwsza.

Jest w tym dużo racji.

Z drugiej strony, jeśli nie miałabym oczekiwań i brała co życie przyniesie, to gdzie byłabym dzisiaj?

Pewnie nie tutaj gdzie jestem. Ponieważ większość z tego wypracowałam razem z mężem. Niczego nie dostaliśmy w prezencie, może poza zdrowiem. Choć i na to od kilku lat sumiennie pracuję.

 

Więc wymagać czy nie?

Wymagania w moim odczuciu wiążą się z ciężką pracą nad sobą i dzieckiem. Spotykamy się z rozczarowaniami gdy dziecko nie osiągnie ustalonego celu. Mimo to uważam, że warto. Trzeba wymagać, bo to hartuje ducha, pozawala na rozwój. I ostatecznie na byciu dumny z siebie. Buduje to poczucie własnej wartości i umiejętności organizacji własnych działań itd.

A jak wy podchodzicie do tego tematu?

 

Anna Chrzanowska-Łysak Kolorowa MatkaJeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać. Każdy sygnał od Ciebie i innych moich czytelników jest dla mnie bardzo ważny. Sprawia, że chcę być jeszcze lepsza.

Chcesz docenić moją pracę? Możesz to zrobić. Wiem, że nie masz za dużo czasu, więc zrób to teraz:

  • skomentuj wpis tutaj
  • skomentuj wpis na fanpage Kolorowamatka
  • polub fanpage Kolorowamatka – a ja z przyjemnością poinformuję Cię o kolejnych wpisach :)
  • udostępnij wpis swoim znajomym

9 myśli na temat “Oczekiwania wobec dziecka – tak, jestem matką wariatką

  1. Według mnie lepiej zachęcać niż kazać… Każdy ma prawo do własnej woli. Dziecku często wystarczy podpowiedzieć, co jest dla niego korzystniejsze i samo się za to zabiera. ☺

    1. Gdy masz małe dziecko i zachęcasz go np. do nauki przez zabawę, posprzątania pokoju czy pomocy przy przygotowaniu stołu do obiadu, to sprawdza się to w 100%. Gdy masz 14 latka, którego zachęcasz do nauki, tłumaczysz, że tak będzie lepiej, przedstawiasz przyszłe konsekwencje, to z przykrością mówię to się nie sprawdza. Tutaj nie zachęcisz uśmiechem, intonacją głosu i tym, że coś wspólnie zrobimy. Mam bardzo fajne dzieci, mądre i pogodne. Ale wizja odrabiania zadania domowego, nauki do sprawdzianu, lub bieżąca nauka (z lekcji na lekcję) przegrywa z możliwością poczytania książki, zabawy z bratem, spotkania z kolegą czy poleżenia na kanapie. Wyniesienie śmieci czy wyładowanie zmywarki też nie jest atrakcyjne. Jak mam go do tego zachęcić? Powiedzieć „mamusia będzie z ciebie dumna”, albo „jesteś taki duży i sam sobie poradzisz”, „pomóż mamie, będzie szybciej”?
      Dzieci w tym wieku traktujemy jak dorosłych. Myślimy, że rozsądek wygra. Dziecko wybierze naukę, bo to mu da lepszy start w życiu? Otóż nie. To nadal jest dziecko. Ono wie o konsekwencjach, ale to dla nich tak daleka przyszłość, że wybierają tu i teraz.
      Może słowo „kazać” jest tutaj kontrowersyjne. Ale rodzice muszą jasno wyznaczać zadania dla dziecka, swoje oczekiwania i wymagać wykonania. Dzieci i dorośli z natury są leniwi i w większości przypadku wybiorą łatwą drogę. O tym nie należy zapominać.

      Jednak jeśli masz pomysł jak zachęcić nastolatka do nauki i wykonywania drobnych prac domowych to chętnie poczytam. Może znajdę jakiś skuteczny sposób :)

  2. oj to fakt- zbyt duże oczekiwania to teraz taka moda wśród rodziców, niestety prowadzi głównie do frustracji co obserwuję u wielu przeambicjonowanych rodziców. Szkoda tych rodzin.

    1. Nie czuję, że jestem przeambicjonowana :(
      Mnie za to jest szkoda rodziców, którzy nie wymagają, nie ustalają granic. Dziecko robi co chce, spędza czas przed komputerem, tabletem lub komórką. Byle tylko rodzice mieli pozorny spokój.
      A potem zdziwienie, co się stało z moim dzieckiem?

    1. Dziękuję za Twoje zdanie :) Niestety mam takie poczucie, że nagle stałam się celem ataków innych rodziców.

  3. Trzeba wymagać, ale w umiejętny sposób, z wyczuciem i rozumieniem…. ode mnie wymagali, ale ciągle krytykowali, czepiali, dostawałam kary po 2 tygodnie siedzenie w domu… także ogólnie chore podejście i teraz jestem perfekcjonista-choleryk, przeszłam zaburzenia odżywiania i ogólnie mam pewne problemy ze sobą związane właśnie z podejściem rodziców.. może i jestem ambitna i pracowita, ale można ten sam efekt uzyskać inaczej..

    1. Masz całkowitą rację. Trzeba znaleźć złoty środek.
      Nie mogę słuchać gdy koledzy moich synów opowiadają, że mają „szlabany” dosłownie za wszystko. Ja staram się w pierwszej kolejności tłumaczyć a potem ewentualnie wprowadzać zakazy.
      Nie mniej czasami przychodzą kryzysy jak ten, który stał się pretekstem do napisania tego postu.

Dodaj komentarz