Plan lekcji

Pierwszy dzień szkoły

 

Myślicie, że pierwszy, a w zasadzie drugi, dzień szkoły to koszmar uczniów? Że to pożegnanie lata, beztroski i wakacyjnego lenistwa dla naszych dzieci?

Tak, oczywiście. Dzieciaki muszą wrócić w mury szkoły i zacząć realizować program nauczania oraz spełniać oczekiwania rodziców wobec ich postępów w nauce i ocen.

 

Ale to też moje i męża pożegnanie lata, beztroski i wakacyjnego lenistwa. Dwa miesiące spokoju niezmąconego doniesieniami o jedynce, miernym czy minusie za brak zadania domowego. Na samą myśl, że nie musiałam zrywać się rano, budzić dzieci, szykować śniadania do szkoły, sprawdzać czy wszystko spakowali i nie zapomnieli o stroju na WF, poganiania żeby szybciej jedli śniadanie, umyli zęby, ubierali buty, i w końcu weszli do samochodu kręci mi się łezka w oku. Do tego ta codzienna nerwowość. Aby tylko nie było korku, wypadku na drodze, nie spadł deszczy czy śnieg, który opóźni dojazd pod szkołę. A potem aby znaleźć miejsce parkingowe. Szybko, szybko, i co jeszcze? Brak słów. Zresztą większość z Was zna ten temat doskonale. I to ciągłe upominanie samego siebie: „daj na luz”, „spóźnisz się – napiszesz usprawiedliwienie”, „dostanie jedynkę – każdy kiedyś ją miał”. Ale jakoś przychodzi kolejny dzień i co? I znowu biegasz, złościsz się, potem uspokajasz i mówisz, że nie ma powodu do nerwów.

 

No ale jak się nie zdenerwować, gdy wieczorem pytasz się swojego prawie 12-letniego syna czy jest spakowany a on pewny siebie odpowiada tak, jestem. Przecież nie będę sprawdzać plecaka 6 klasisty :)

A rano okazuje się, że plecak jest spakowany, ale nie do końca. Śniadanie jakoś tak nie wchodzi do buzi. Lekarstwo samo się nie zaaplikowało, zęby nie umyły, kluczyk do szafki szkolnej nie spakował. Ale komiks sam wpadł do ręki a oczy zaczęły go czytać :)

 

„Kto ma dzieci, ten nie jest panem własnego czasu”

Kazimierz Matan

 

A że czas ucieka, to odkrycie dzisiejszego dnia. Przecież zawsze czas był, po co się śpieszyć. Nie dzieciaki muszą teleportować się z domu do szkoły tylko my rodzice musimy to zrobić naszymi czterema magicznymi kółkami. Dobrze jak je mamy, gorzej kiedy musimy polegać na komunikacji miejskiej :) Na szczęście nas to nie dotyczy. Nigdy byśmy na nią nie zdążyli, przecież podłoga w domu nie chce nas wypuścić. Trzyma nas za nogi.

 

I stało się to czego się bałam (nie wiem dlaczego, przecież nie powinnam się tym tak przejmować). Mąż zatrzymał samochód przed szkołą na 3 minuty przed dzwonkiem. Ja bym zdążyła na lekcje. Ale ja wiem co to znaczy spieszyć się. Latorośl spieszyła się, ale swoim tempem i do sali weszła już po dzwonku. Jak mi oznajmiła to „pół minutki” się spóźniła. „Pani nic nie powiedziała, tylko dzień dobry i usiądź w ławce.”

Co tu mówić? Pierwsza lekcja i bach – spóźnienie :)

 

Ale jest też mały sukces. Syn stwierdził, podczas raportowania przez telefon, obiecującym głosem:

– Jest jedno zadanie z języka angielskiego. I nawet zrobię je u babci.

 

Uff, a już wisiała nade mną groźba kolejnego minusa za brak zadania domowego :)

 

Dobrze. Koniec narzekania.

Nowy rok. Nowe plany. Nowe postanowienia. Czysta kartka.

 

Syn chce poprawić swój wynik z końca roku. Nie będzie łatwo bo osiągnięta średnia to ponad 4,8.
Do tego ma dodatkową motywację bo chce się dostać do gimnazjum spoza rejonu.

 

A ja zgodnie z tradycją postanowiłam „włączyć luz”. Przecież nie chodzi o to aby dzieci miały same piątki. I mnie zdarzały się gorsze oceny. Szczególnie w liceum. Przecież koniec końców chodzi o to aby być szczęśliwym a nie pamiętać, że 5 razy z rzędu miało się świadectwo z czerwonym paskiem. A to co z tak wielkim trudem „tłukliśmy” do głowy przez naście lat nauki w 95% wyleci nam z głowy w takiej szybkości, że nawet nie zauważymy.

 

A jak Wam minął drugi dzień Waszego dziecka w szkole?

Plan lekcji

 

 

7 myśli na temat “Pierwszy dzień szkoły

  1. Mam nadzieję, że moje dzieciaki kiedyś też będą chętnie do szkoły chodziły. Ja zawsze w sierpniu z niecierpliwością czekałam aż nadejdzie wrzesień i wreszcie zobaczę się z koleżankami. :)

  2. No cóż, piszesz o prozie życia, a ja staram się na to patrzeć zupełnie inaczej. Po pierwsze mam luz jeśli chodzi o oceny moich dzieci (może dlatego, że nie ma z tym żadnego kłopotu), wpadki im się owszem zdarzają, ale czy my dorośli nie popełniamy błędów? Zawsze wszędzie docieramy na czas? Sprawujemy się na piątkę z plusem? No właśnie. A pisząc o innym podejściu, mam na myśli to, że mój czas właśnie się zaczął kiedy dzieci wróciły do szkół i przedszkola. Mam trójkę, więc po dwóch miesiącach wakacji rok szkolny jest dla mnie jak zbawienie. Oni w swoim świecie, ja w swoim. A drobiazgi niech sobie żyją własnym życiem :-)

  3. U nas nowe wyzwanie. Logistyka to jedno, ale niestety moje dziecię przestało jadać na stołówce. Nieodwołalnie niestety, bo posiłki niesmaczne :( Więc do utraty panowania nad czasem doszedł dodatkowy obowiązek szykowania tak śniadaniówki, by w porze obiadowej zjadła coś pożywnego. Kanapek niestety nie lubi za bardzo. I masz babo placek …. Ale cóż, trzeba to potraktować jak wyzwanie. Ruszamy w tym tygodniu z akcją „Śniadaniówka” :)

    1. No to macie wyzwanie. Może racuchy, naleśniki lub rożnego rodzaju placki. Dzieci chętniej jedzą takie posiłki a i na zimno są smaczne.

    1. Teraz to takie plany się dostaje w szkole :) Z jednej strony plan a obok reklama. W tym przypadku ekologii i sortowania śmieci, o tyle dobrze :)

Dodaj komentarz