Rodzic – Policjant

Czy zastanawialiście się, że rodzice to policjanci z wydziału dochodzeniowego?

Oczywiście, że tak. Kiedy zostałam uświadomiona, że tak właśnie jest najpierw pojawiło się niedowierzanie: „Ja policjantem? To nie możliwe.”

Kiedyś – policjant

Niestety możliwe, a do tego nasze dzieci nie mogą powiedzieć „odmawiam zeznań bez mojego adwokata”. Niezależnie czy chcą coś powiedzieć czy nie, my od nich wymagamy natychmiastowej odpowiedzi. Nawet jak się nic nie stanie oczekujemy szczegółowego raport, np. co się działo w szkole, jak było na treningu, co robił na urodzinach kolegi itp.

Potem przyznałam, że jestem najlepszym dochodzeniowcem w wydziale „Rodzic musi wszystko wiedzieć” :)

Nie tylko wyciągałam wszelkie informacje od dziecka, nawet gdy nie chciało powiedzieć. Kiedy usłyszałam „nic się nie wydarzyło”, „było fajnie”, „zapomniałem”, nie odpuszczałam. Poczekałam chwilkę i atakowałam znowu. Informacja była najważniejsza.

Na koniec zrobiło mi się smutno. Wiem, że dzieci to trochę „inna rasa”, ale powinniśmy ją traktować na równi z nami – choć oczywiście jest to strasznie trudne. My nie zawsze chcemy opowiadać co się nam przytrafiło. Szczególnie, kiedy jesteśmy smutni, sfrustrowani, chce się nam płakać, a życie jest okropne.

Ale od dzieci wymagamy, żeby opowiedziały nam wszystko i to zaraz. W tamtej chwili obiecałam sobie, że nie będę policjantem. I o dziwo poskutkowało.

Gdy odbierałam starszego syna ze szkoły nie zadawałam mu pytań tylko opowiadałam co się mnie przytrafiło w pracy. Czasami były to wesołe historyjki, a czasami smutne. Po mojej opowieści pytałam „a jak Tobie minął dzień?”. Mój syn nigdy nie zbył mnie słowem „nie pamiętam”. I tak zaczęły się partnerskie rozmowy z dzieckiem.

 

Dzisiaj – partner rozmowy z dzieckiem

Dzisiaj, gdy jedziemy samochodem, syn odkłada telefon na bok i pyta mnie o czym możemy porozmawiać. Nie zawsze mam ochotę, ale podejmuję rozmowę.

O czym? O wszystkim. O szkole, zbiórce harcerskiej, o kolegach, babci, polityce, pogodzie i nastoju. O moich kłopotach i smutach, ale i radościach.

Nie ukrywam trudnych tematów. Oswajam go z „życiem”. A on? Chętnie w tym uczestniczy.

Rodzinne kolacje
Rodzinne kolacje

Dodaj komentarz