Rodzinne kolacje

Rodzinne kolacje – łatwy sposób jak wprowadzić je w Twoim domu

Godzina 19:00.
Zwołuję rodzinę i pytam:

– Co będziecie jeść na kolację?

– A jest bagietka z czosnkiem? -krzyczy Młodszy

– Nie. Są bułki i chleb ciemny – mówię

– To ja zjem kanapkę z serem. – mówi Straszak

– Kanapkę z szynką. – Młodszy

– Ja dwie kanapki z pomidorem i cebulką – Mąż

I zabieram lub zabieramy się do szykowania kolacji. Sielanka? Może, ale nie zawsze wszyscy chcą pomagać. Wtedy jest płacz i fochy :) Ale kiedyś tak nie było, nie było rodzinnych kolacji.

W natłoku zajęć, w wiecznym biegu rodzinne posiłki były jedynie w weekendy. W tygodniu rano szybko pochłanialiśmy śniadanie, każdy w chwili kiedy był na to gotowy. Obiady dzieci miały w szkole i przedszkolu. A obiady gotowałam wieczorem, które pochłanialiśmy w pracy. Kolacje dzieciaki jadły przed telewizorem, a my w tym czasie mieliśmy chwilę dla siebie. Swoją kolację jedliśmy kiedy sami mieliśmy ochotę i to najczęściej w samotności.

 

Ale na poprzednich wakacjach powiedziałam: Basta! Koniec z tym! Będziemy jeść kolację wspólnie. Dlaczego? Dlatego, że w natłoku obowiązków gdzieś tam się zaczęliśmy rozmijać. A wspólnie spędzany czas w weekendy mnie nie wystarczał. Rodzinne kolację są pretekstem do rozmowy, podsumowania dnia, zaplanowania co będziemy robić jutro i w ogóle wyrażenia swoich uczuć.

 

Ale oderwanie dzieci od przyzwyczajenia jedzenia przy bajce wydawało mi się nie lada wyzwaniem. Już wcześniej próbowaliśmy oderwać ich od tego zwyczaju ale zawsze stawiali opór, i w konsekwencji poddawaliśmy się. Ale pojawił się pomysł jak zachęcić ich do zmiany nawyku.

 

Przedstawienie dobrych i złych stron rodzinnej kolacji

 

I tak wieczorem przy wakacyjnej kolacji rzuciłam temat: Jakie są plusy wspólnej kolacji? Nie bardzo chciało im się bawić w odpowiedzi. Więc żeby zachęcić dzieci ustaliłam stawkę za jedną odpowiedź – 10 groszy. Kwota nieduża, w zasadzie symboliczna a motywator wielki. Zaczęli się prześcigać w rzucaniu pomysłów. Kiedy plusy zostały wyczerpane pojawił się czas na minusy. Ciężko było coś wymienić więc podbiłam stawkę do 50 groszy.

Efekt: znaczna przewaga plusów nad minusami.

Ostatecznie z entuzjazmem wszyscy się zgodziliśmy, że rodzinne kolacje to wspaniały pomysł i po powrocie z wakacji będziemy go realizować.

Koszt wprowadzenia zmiany zwyczajów kosztował mnie ok. 4 zł. :)

 

Od tamtej zabawy minął ponad rok i codziennie jemy wspólne kolacje. Była to jedna z najlepszych decyzji, którą wspólnie podjęliśmy.

Przyznam się, że nie zawsze jest łatwo.

Nie zawsze się nam chce. Często dzieci nie chcą pomagać, szczególnie Młodsza Latorośl. Ale nie zmieniłabym tego zwyczaju.

 

Plusy i minusy rodzinnych kolacji

 

Plusy Minusy
  1. Można bez pośpiechu porozmawiać ze sobą. dzieci mogą opowiedzieć co spotkało ich w szkole, a dzieci mogę uczestniczyć w rozmowie dorosłych.
  2. Omówić rodzinne problemy :)
  3. Wspólnie zaplanować co będziemy robić w wolnym czasie, np. wyjście do kina czy wycieczka do zamku Bolków :)
  4. Nauczyć się przygotowywać posiłki – herbatę w dzbanku, kanapki, pokroić cytrynę i imbir do herbaty, zrobić kawę z ekspresu, umyć rzodkiewkę, pokroić ogórka itd.
  5. Dzięki kolacji można pobyć ze sobą. Nie trzeba rozmawiać wystarczy popatrzeć na siebie a nie na telewizor.
  6. Chcemy, aby kolacja była wydarzeniem więc bardziej staramy się przygotowując posiłki. Często nie ograniczamy się do kanapek z serem czy szynką, ale przygotowujemy sałatkę ziemniaczaną, albo grzanki z serem. A jak mam chwilkę i ochotę to nawet naleśniki :)
  1. Nie można oglądać bajek.
  2. Trzeba pomagać rodzicom.

 

W pośpiechu zapominamy o takich przyjemnościach jak wspólna rozmowa przy stole. A ona pozwala nam zatrzymać się na chwilę i delektować rodziną atmosferą.

Dodatkowo uczymy siebie i dzieci rozmawiania. A to bardzo ważna umiejętność, którą trzeba wyćwiczyć.

 

Kto jest za rodzinnymi kolacjami łapka w górę!

Jeśli podoba się Wam to co przeczytaliście zróbcie mi przyjemność i zostawcie komentarz :)

7 myśli na temat “Rodzinne kolacje – łatwy sposób jak wprowadzić je w Twoim domu

  1. Poniewaz moi Rodzice bardzo duzo pracowali, obiadokolacje byly u nas na porzadku dziennym. To byl czas gdy rozmawialismy o tym jak nam minal dzien, o planach na nastepny. wspominam to bardzo dobrze, staram sie rowniez u siebie praktykowac.

    1. Cieszę się, że i u Ciebie ten zwyczaj jest praktykowany :) Zauważyłam, że im dzieci starsze tym i nasze rozmowy poważniejsze, choć oczywiście nie brak śmiechu i żartów.

  2. Rodzinne kolacje są dla mnie tak oczywiste jak dzień i noc ;-) Wg. mnie dom, w którym nie ma takich spotkan, rytuałów jest tylko miejscem, gdzie mieszkają przypadkowe osoby, nie prawdziwą rodziną.

    1. Też tak uważam. Moi rodzice byli zabiegani, ale zawsze było miejsce na wspólne kolacje i weekendowe posiłki. Dlatego we własnym domu nie wyobrażam sobie aby było inaczej. Niestety sama w pierwszych latach życia dzieci, z wygody, odeszłam od tej tradycji. Dlatego wszystkich rodziców zachęcam do wspólnych posiłków nie zależnie w jakim wieku są dzieci :)

    1. Dziękuję. Nigdy nie żałowałam decyzji choć nie zawsze jest łatwo. Teraz jeszcze często wspólnie je przygotowujemy :)

Dodaj komentarz