Samodzielne dziecko

8 kroków do usamodzielnienia dziecka

Gdy sięgam pamięcią do czasów mojego dzieciństwa widzę jak dużo czasu spędzałam samodzielnie, bez rodziców – aniołów stróżów. I takich jak ja było całe podwórko. Dzieci wychowanych z kluczem na szyi, obiadem w lodówce i zapałkami w ręku. Nikt nie miał telefonów komórkowych. Szczęściarze mogli się pochwalić własnym telefonem stacjonarnym. Ci mniej szczęśliwi telefonem u sąsiadów. Rodzice byli zaskakiwani faktami z życia latorośli po powrocie z pracy do domów.

Dzisiaj taki obrazek z życia należy do rzadkości. W poczuciu zagrożenia czyhającego na nasze dzieci staramy się je chronić w każdym aspekcie życia. Usuwamy z drogi wszelkie przeszkody. Robimy to z miłości i strachu, ale również z przeświadczenia, że w ten sposób ułatwimy dziecku wejście w dorosłość. Jest jednak zupełnie przeciwnie. Przyznaję się, że ja również należę do tych rodziców. Tylko teraz wiem, że to nie do końca była dobra droga.

Chcesz samodzielnego dziecka? To podejmij wyzwanie.

 

Nie będzie łatwo, nie będzie przyjemnie. Szczególnie dla Ciebie.

Usuwając z drogi wszelkie przeszkody dziecko nigdy nie nauczy się samodzielności i odpowiedzialności. Nigdy nie urosną mu skrzydła, które pozwolą wylecieć z rodzinnego gniazda. Nasze dziecko zawsze będzie potrzebowało nas – rodziców. Do życia w dorosłym świecie również.

 

Co zatem zrobić?

 

1. Zachęcaj dziecko do samodzielności

 

I to już od najmłodszych lat.

Pamiętacie taką scenkę z przedszkola: Przychodzicie po dziecko, które bawi się klockami. Sygnalizujecie, że już jesteśmy. Dziecko wstaje, składa klocki i odstawia je na miejsce. Bez marudzenia i płaczu. A na koniec pani przedszkolanka chwali go, że zawsze tak ładnie po sobie sprząta.

A teraz wracacie do domu. Pokój dziecka zawalony zabawkami. Mówisz posprzątaj i dziecko się buntuje?

U mnie te sceny systematycznie się powtarzały. Dlaczego? Bo w domu to najczęściej rodzice sprzątali, a w przedszkolu to był obowiązek dziecka.

Tak więc zachęcajmy do samodzielności, pomagajmy, ale nie wyręczajmy dziecka. Ustalmy drobne obowiązki i zwiększajmy ich trudność wraz wiekiem dziecka.

To dotyczy również zabawy. Nie wymyślajmy za nich co będą robić. Niech się ponudzą, a potem sami coś wymyślą (jak sobie radzę z nudą dziecka możecie poczytać we wpisie Nudy na pudy – 7 kroków jak przetrwać nudę dziecka)

 

2. Pozwalaj uczyć się na błędach

 

To jedno z najtrudniejszych zadań rodzica.

Gdy mój mały syn po raz kolejny uderzył się w głowę bo chciał stanąć pod stołem, to ja zastanawiałam się co z tym zrobić. Mój mąż ze spokojem mówił: musi się 10 razy uderzyć, aby zrozumieć, że nie może stawać pod stołem. Jak mnie to wtedy denerwowało. Oczywiście nie podpadajmy w skrajności. W miarę możliwości zabezpieczmy dom i otoczenie dziecka. Jednak pozwólmy dziecku samodzielnie poznawać świat, nawet jeśli 10 razy uderzy się w stół.

W przypadku 13-latka (to już moje współczesne podwórko), nie biegnijmy do szkoły z zapomnianym przez niego strojem gimnastycznym, bo dostanie uwagę, że jest nieprzygotowany do lekcji. Może jak dostanie uwagę, albo 3 uwagi to może będzie bardziej uważny podczas pakowania rzeczy do szkoły. U nas problem pojawia się systematycznie. Nawet dzisiaj starszak zapomniał pendrive z zadaniem domowym. I świat się zawalił? Nie. Ustalił z nauczycielką, że pracę prześle na jej skrzynkę pocztową do 20:00.

 

3. Chwal za własne pomysły

 

Ma problem i ma pomysł co z tym zrobić?

Nie krytykuj, nie narzucaj swojego rozwiązania.

Chwal, że pomyślał. Pozwól na samodzielne wykonania zadania. Może nie będzie idealnie. Może Ty zrobisz to lepiej. Ale to nie twoje zadanie i nie twój problem. Aż dziwię się, że to powiedziałam :)

Gdy chwalisz za kreatywność, pokazujesz, że dostrzegasz samodzielność i niezależność dziecka. Mówiąc, że podobają Ci się jego rozwiązania powodujesz, że wzrasta jego poczucie wartości.

 

4. Bądź konsekwentny

 

Gdy stawiasz ultimatum: „jeśli nie zdążysz nauczyć się do sprawdzianu z historii to nie pójdziesz na zbiórkę harcerską. Będziesz miał czas na naukę.” to nie wycofuj się z tego. Nawet jeśli dziecko prosili, błaga itd.

Ale staraj się, aby ewentualne konsekwencje były zapowiedziane wcześniej oraz adekwatne to skali przewinienia.

5. Nie ratuj na każde zawołanie

 

Jak ja często łapię się na tym, że gdy tylko pojawi się problem, chcę uratować swoje dziecko za każdą cenę. Nie wypożyczył lektury na czas – mam już przynajmniej z 2 pomysły co z tym zrobić. A przecież nie jest to mój problem. Najpierw niech on pomyśli.

Kolega pożyczył jego ulubioną zabawkę i nie chce oddać. Poczekajcie kilka dni. Niech syn czy córka sami postarają się zadbać o swoje interesy. Wspierajcie, ale nie biegnijcie od razu ze skargą do rodzica dziecka lub wychowawczyni.

Dziecko jest na obozie i chce wracać bo jest mu ciężko? Najpierw z nim porozmawiajcie, dowiedźcie co się stało, skontaktujcie się z wychowawcą, rodzicem kolegi z tego samego obozu. Może za dwa dni problem się rozwiąże i dziecko będzie dumne, że dało radę. Oczywiście jeśli problem jest poważny rozważcie zabranie dziecka z obozu – to w końcu wasz największy skarb.

Jeśli problem przerośnie możliwości dziecka pomagajcie, ale najpierw 10 głębokich wdechów. Na spokojnie oceńcie skalę problemu i waszą rolę.

6. Popatrz na siebie

 

To co my postrzegamy jako zagrożenie dla naszego dziecka, dyskomfort jego samopoczucia wcale tym nie musi być. Warto popatrzeć na daną sytuację z boku, oczami innych, wychowawczyni, babci, a przede wszystkim naszego dziecka. Może my jesteśmy przewrażliwieni, może nas kiedyś spotkało coś podobnego i było nam przykro. Nikt nie stanął w naszej obronie i teraz chcemy chronić dziecko za wszelką cenę. Gdy jest małe i trudno się z nim porozumieć np. w sprawie konfliktu w przedszkolu, porozmawiajmy ze światkiem sytuacji – np. z wychowawczynią. Gdy usłyszymy, ze naszego 10-latka przezywa kolega to porozmawiajmy z dzieckiem czy mu to przeszkadza. Może przezwisko nam wydające się „niefajne” synowi odpowiada, lub nie przywiązuje do niego wagi. Nie róbmy „afery” gdy jej jeszcze nie ma.

 

7. Ciesz się sukcesami dziecka

 

Nawet tymi najmniejszymi. Nasz syn pod koniec przedszkola postanowił pokonać lęk wysokości. Małymi krokami wspinał się na coraz to wyższe zjeżdżalnie i wieże widokowe. Przy okazji podśpiewywał modną wtedy piosenkę zespołu Feel „Pokonaj siebie”. Motywował siebie słowami „Pokonam więc siebie, pokonam siebie, udowodnię, że można lepiej …” Dopingowaliśmy go z całych sił i cieszyliśmy się z każdego kroku w górę. Dzisiaj nadal walczy z lękiem wysokości, ale strach jest dużo mniejszy. Syn wie, że gdy będzie chciał to może pokonać kolejne przeszkody.

Dzięki temu chętniej będzie podejmował wyzwania.

 

8. Żyj swoim życiem

 

Kiedyś usłyszałam, że należy żyć własnym życiem, a nie dziecka, ponieważ ono kiedyś nas opuści a my zostaniemy. Powinniśmy myśleć o sobie, o swoich pasjach, zainteresowaniach, relacjach z partnerem i przyjaciółmi, a nie tylko o potrzebach naszych dzieci. Często o tym zapominamy, bo szczęście dziecka jest najważniejsze. Jest ważne, ale najważniejsze jest nasze szczęście. Gdy my jesteśmy szczęśliwi, szczęśliwe są również dzieci.

 

Powodzenia. Ja podejmuję wyzwanie!

A Ty?

Anka

 

Samodzielne dziecko

2 myśli na temat “8 kroków do usamodzielnienia dziecka

  1. Masz rację, że spokojne przyglądanie się temu, jak nasze dziecko się usamodzielnia (zwłaszcza w początkowych fazach tego usamodzielniania się) to sztuka cierpliwości i nie tylko :)
    Do Twoich 8 punktów dopisałabym jeszcze 1: „Wykorzystaj to, że dzieci lubią wykonywać dorosłe czynności”. Pisałam o tym jakiś czas temu u siebie: „Dzieci lubią robić to, co robimy my – dorośli. Nawet jeżeli oznacza to ścieranie rozlanej wody ze stołu czy podłogi, możliwość wzięcia do ręki szmatki czy mopa jest dla nich bezcenna.
    Dziecko chętnie Ci pomoże … jeżeli mu na to pozwolisz :) Jeżeli nie będziesz wyręczać, a po prostu wręczysz czystą ściereczkę, być może sprawisz też, że Twoje dziecko w przyszłości nie będzie oczekiwać, że wszystko zrobi mama.(…)”.
    Pozdrawiam i zapraszam Cię również do siebie :)

    1. Dokładnie tak. Nauka przez zabawę. Nie można tylko tej chwili przegapić :)
      Pamiętam jak moje chłopaki zafascynowane były odkurzaniem. Szkoda, że im przeszło.

Dodaj komentarz