Własna firma - powrót do szkoły

Własna firma – cierpliwość i pokora

Od kiedy posiadam, dumnie mówiąc, biznes, nagle odkryłam, że co druga osoba jest właścicielem jakieś firmy lub bloga. Kolejna duża ich część to eksperci. A ja dopiero co biznesowo raczkuję i trzeba mnie pouczać. Pouczać, nie konstruktywnie doradzać. Jakby fakt, że dopiero co zaczynam pracę na własny rachunek, powodował kasację moich umiejętności ciężko zdobywanych przez kilkanaście lat pracy na etacie.

Nie jestem rekinem biznesu, ale głupia również nie jestem

 

Zgadzam się, że bycie kierownikiem marketingu i pełnomocnikiem ds. systemu zarządzania jakością, tytuł magistra zarządzania przedsiębiorstwem i ukończenie wielu szkoleń, pochłonięcie kilkunastu książek i jeszcze więcej treści z Internetu nie powoduje się stanę się biznesowym rekinem. Jednak to nie jest nic. Dlaczego więc mam takie dziwne uczucia.

 

Blogerki – moja frustracja numer 1

 

Nagle blogerki, którym proponuję współpracę traktują mnie jak wyzyskiwacza z XIX w. Bo przecież one doskonale wiedzą i ile ich blog jest warty. Znają swoje czytelniczki i tworzą silną grupę. Tak silną, że umieszczenie wpisu sponsorowanego na ich blogu za kwotę czterocyfrową lub w najgorszym układzie barter, który wybiorą z mojego sklepu, spowoduje lawinę zamówień. A jeśli proponuję program afiliacyjny to jestem nieuczciwa. Dlaczego? Bo korzyści otrzymam tylko ja. To przecież będzie promocja tylko mojego sklepu. Nie, żeby nie otrzymały prowizji od sprzedaży. Ona będzie przecież znacznie niższa niż proponowany przez nich sposób rozliczenia.

Ja też jestem blogerką i umiem korzystać z Google Analytics’a.

Oczywiście i tutaj znalazłam perełki, które albo grzecznie mi odmówiły, albo podjęły wyzwanie.

Agencje marketingowe – wpędzanie w kompleksy i czarnowidztwo

 

Agencje marketingowe są niewątpliwie pomocne dla kogoś, kto nie ma pojęcia od czego zabrać się chcąc reklamować swoje produkty w sieci. Są idealne dla tych, którzy wiedzą jak to robić, ale nie mają czasu, a za to mają odpowiedni budżet. Chętnie bym z ich usług skorzystała, gdybym posiadała wystarczająco dużo pieniędzy na marketing. Niestety nie posiadam. Więc nie korzystam. Tyle tylko, że nie każda z nich rozumie ten fakt. Nie każda chce pozostawić mnie z moją decyzją w dobrym nastroju. Przecież zaczynam biznes. Co ja mogę widzieć o marketingu? Nie jestem agencją marketingową. W związku z tym, że nie chcę skorzystać z ich usług to z pewnością mój biznes lada chwilę upadnie. I to na moje własne życzenie. Oni przecież zapewniliby mi klientów.

 

Eksperci – poradzę ci za darmo, ale gdy zapłacisz osiągniesz sukces

 

Eksperci, wolni strzelcy, Freelancerzy – jak zwał tak zwał. Ich opinie i porady w wielu przypadkach są dobre. I warto z nich korzystać. Jednak nie można opierać swojej strategii i działań na ogólnych poradach z internetu. Oczywiście ich wskazówki są trafne, ale często na efekt trzeba długo czekać. Można się też nie doczekać. Bo to nie są złote rady, które zawsze są skuteczne na naszego biznesu. Nie zawsze należy wierzyć, że ich sposób na reklamę przy małym budżecie jest prawdziwy. Do dzisiaj pamiętam jak z ciekawością czytałam o marketingu partyzanckim. Tzw. ekspert wyjaśnił pojęcie i na czym ten marketing polega. I że jest charakteryzuje się przede wszystkim dobrym, niecodziennym pomysłem, a nie wysokim budżetem. Więc jest polecany dla małych firm, które na reklamę nie przeznaczają kilkunastu czy kilkudziesięciu, ba kilku milionów. W tym samym artykule przeczytałam przykłady reklam takich firm jak Heya, Play. Małe budżety? Chyba nie.

Druga sprawa to zbieranie twojego adresu mailowego na darmowy webinar, rozszerzony artykuł itd. Rozumiem, że każdy chce pozyskać potencjalnego klienta (jak też chcę), ale są pewne grancie. Zarzucanie mnie „tysiącem” maili, mówienie jaka będę świetna, gdy zapiszę się na szkolenie, jak z niczego zrobię coś, jest mega męczące. I za kolejnym razem gdy chcę się zapisać na bezpłatne „coś” 5 razy wcześniej się zastanowię. A treści, które otrzymuję, na prawdę, w większości przypadku niczego nie wnoszą. Czy przekonują mnie do płatnych szkoleń czy konsultacji? NIE.

Miłe zaskoczenie

 

Choć czasami można się zdziwić. Dwa tygodnie temu zostałam zaskoczona przebiegiem rozmowy ze znaną firmą, która kiedyś produkowała żółte książki telefoniczne. Teraz jest agencją marketingowo-reklamową i proponuje reklamę internetową przy współpracy z Google. Zaproponowana kwota za usługę, w mojej ocenie, była niewspółmiernie wysoka do ilości obiecanych wejść na stronę. Grzecznie odpowiedziałam, że wiem na czym polega reklama Adwords i inne proponowane przez Googla. I nie skorzystam, bo podobny efekt uzyskam sama za dużo mniejsze pieniądze. Pani, grzecznie odpowiedziała, że rozumie moje podejście i dziękuje za rozmowę. Szok. Już nastawiałam się na wielotygodniową walkę z niechcianą ofertą. Minęło 2 tygodnie i cisza.

 

Moja rada skierowana głównie do samej siebie

 

Nabierz dystansu. Może nie jesteś ekspertem w wszelkich dziedzinach biznesu, który prowadzisz. Ale nie oznacza, że ci się nie uda. Masz pasję, masz odwagę, dużą wiedzę, chęci i cel do osiągnięcia.

Ja wyszłam z założenia, że mam określony budżet i przeznaczam go do kwoty, którą wcześniej ustaliłam. Dlatego łatwiej mi się odmawia.

  1. Nie znam się na księgowości na tyle aby prowadzić swoje sprawy, więc zleciłam to firmie księgowej.
  2. Potrzebuję zmian na stronie sklepu, których nie potrafię zmienić – zlecam
  3. Potrzebuję reklamę – uśmiecham się do AdWords (Niestety zależy na kogo trafisz z konsultantów – pierwsze dwie rozmowy całkiem mnie zdołowały, ale za trzecim razem byłam zadowolona.)
  4. Wystawiam część produktów na Allegro, więc godzę się z prowizją.
  5. Chcę ułatwić płatności klientom – mam podpisaną umowę z PayU i płacę prowizję.

Inne tematy rozpisuję, zdobywam wiedzę i robię. Sprawdzam czy działa. Jeśli nie, to szukam nowych rozwiązań. Jeśli tak, to rozwijam temat.
Zresztą może się okazać, że twoja wiedza wcale nie jest mała. Masz tylko problem z wykorzystaniem jej w odpowiedni sposób we własnej firmie.

Pamiętaj, że to twoja firma. Ty decydujesz. Ty wiesz co ci jest potrzebne.

 

Myślę, że warto znaleźć sobie grupę wsparcia – z osób podobnych do ciebie i tych, które osiągnęły już sukces. To jest skarbnica wiedzy i motywacji.

 

Jest dobra z tego rada

  1. Za kilka miesięcy, sama stanę się ekspertem.
  2. Jak nie zwariuję to znaczy, że skutecznie poznałam techniki relaksacyjne.
  3. Z całą pewnością nauczę się cierpliwości i celebrowania swoich sukcesów.

Nie zależnie czy moja własna firma zacznie przynosić wspaniałe dochody to i tak osiągnę sukces.

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać. Każdy sygnał od Ciebie i innych moich czytelników jest dla mnie bardzo ważny. Sprawia, że chcę być jeszcze lepsza.

Chcesz docenić moją pracę? Możesz to zrobić. Wiem, że nie masz za dużo czasu, więc zrób to teraz:

  • skomentuj wpis tutaj
  • skomentuj wpis na fanpage Kolorowamatka
  • polub fanpage Kolorowamatka
  • udostępnij wpis swoim znajomym

5 myśli na temat “Własna firma – cierpliwość i pokora

  1. Z punktem odnośnie blogerek nie do końca się zgodzę. Sama bloguję, podejmuję współpracę z różnymi markami/firmami – i wiem, ile pracy to wymaga (nie chodzi tylko o napisanie posta, zrobienie zdjęć i ich obróbkę, ale również o całe godziny spędzone na promowaniu treści w social mediach, komentowaniu i odpowiadaniu na komentarze). Oczywiście wiem też , jakie mam statystyki i że nie jestem żadnym rekinem blogosfery – ale w życiu nie zdecydowałabym się na żadną afiliację.

    1. Dziękuję za Twoją opinię :) Mnie chodzi o to, że nie dla wszystkich jest dobra taka sama forma promocji. I nigdy nie krytykuję podjętych przez blogerki decyzji. Szanuję ich zdanie. Wiem ile pracy i energii wkładają w swojego bloga. To ich miejsce w sieci i mogą je kreować w taki sposób jaki chcą. I chciałabym, aby to dotyczyło również mojego miejsca i moich propozycji współpracy.

  2. Chyba jeszcze tu wrócę. W sumie wchodząc do Ciebie chciałam poczytać z zakładki – moim zdaniem, ale ostatecznie wylądowałam przy własnym biznesie. Na pewno tu wrócę :)

Dodaj komentarz