Własny Biznes - początek mojej historii

Własny biznes – początek mojej historii

Podobno nigdy nie powinno się zatrzymywać. Trzeba iść na przód. Bo gdy stoimy, a świat idzie do przodu to tak jakbyśmy się cofali. Ja zaczęłam się cofać. Krok po kroku, aż odkryłam, że nie ma już dla mnie miejsca tam gdzie byłam. Odeszłam z firmy po 15 latach ciężkiej pracy. Nie dlatego, że nie chciałam iść do przodu. Chciałam i szłam, ale weszłam na bagnisty teren. Każdy krok wymagał ode mnie przemyślanej strategii, obserwacji i kluczenia. Przyszła więc pora, że rachunek zysków i strat wyszedł na minus. Odeszłam, nagle i pod wpływem emocji. Miałam już dość. Dość walki. Byłam zmęczona. Moment gdy powiedziałam „składam wypowiedzenie” było z mojej strony jednym z najbardziej stresujących momentów w moim życiu i najwspanialszych.

Powiedzenie „koniec” wymagało wielkiej odwagi. W tamtej chwili byłam dumna z siebie. Równocześnie rozczarowana człowiekiem, z którym przez tyle lat pracowałam. Z którym trwałam na posterunku w latach chudych i tłustych. Starałam się go wspierać, tłumaczyć z jego, w mojej ocenie błędnych decyzji. Do czasu. Potem stałam się wrogiem, bo miałam własne zdanie, bo stworzyłam zespół, który stał przy mnie, bo wiedziałam gdzie podążam. W tamtej chwili mój szef nie powiedział nic. Nic nie powiedział po tygodniu, miesiącu i trzech.

 

Ale czego się mogłam spodziewać? Wielokrotnie byłam światkiem podobnych scen. Kiedy odwaga cywilna najważniejszego pracownika w firmie pryskała jak bańka mydlana. Spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Naiwnie miałam nadzieję, że usłyszę przepraszam i powodzenia. Miałam, nadzieję, że stworzony przeze mnie zespół i procedury nie zostaną zniszczone. Zostały. Zniszczenie rozegrało się na moich oczach.

 

Ale nie należę do osób, które się łatwo poddają. Szukałam nowej firmy, nowego zajęcia. Tylko kto zechce zatrudnić osobę z 15-letnim stażem w jednej firmie, która osiągała tam szczyt i odeszła. Nikt nie rozumiał. Byłam „podejrzana”. Wpadłam w kompetencyjną pułapkę. Albo miałam za wysokie kompetencje i doświadczenie, albo za niskie.

 

Powstała KOLOROWA MATKA

 

Nie umiałam siedzieć w domu. Musiałam być w ruchu. Dawać upust mojej energii. I pojawiała się ona. Dlaczego kolorowa?

Bo życie nie jest czarno białe. Jest kolorowe. Każdy kolor oznacza inne emocje. A ja ich mam cały zestaw. Od tej chwili mogłam się dzielić swoimi myślami, wiedzą i emocjami.

Stworzyłam swoisty pamiętnik. Dla siebie, dla najbliższych i dla innych. Moim pierwszym i wiernym czytelnikiem był mój straszy syn. Nagle odkrył, że mama ma swoje prawa, uczucia i potrzeby. Serce mi rosło.

Ale Kolorowa Matka mi nie wystarczała. Ja potrzebowałam pracy z ludźmi. Stresu, problemów do rozwiązania, wyzwań zawodowych. Zawsze żyłam na najwyższych obrotach. W domu zapadałam się w poczucie winy, że straciłam moje życie zawodowe. Znalazłam firmę. Rozczarowania byłam już pierwszego dnia. Ale mam 2 cechy, które nie powalają rezygnować: nadzieja i wojowniczość.

Nadzieja umarła po tygodniu, wojowniczość została jeszcze parę miesięcy. Tylko, że ja nie stałam tam w miejscu, ja się cofałam. Odeszłam przed wakacjami. Chciałam zająć się dziećmi. Spędzić kilka tygodni w domu i zacząć od nowa.

 

Dojrzewałam do własnej firmy

 

Tak powstał MATREK. Nazwa złożona z imion moich dzieci. Miejsce w sieci, sklep internetowy. To jemu zaczęłam poświęcać mój czas, wiedzę i energię.

Nagle odkryłam, jak mało wiedziałam i ile czeka mnie wyzwań. Przez 3 miesiące nauczyłam się tyle ile przez ostatnie 3 lata. Co gorsza zdałam sobie sprawę ile jeszcze muszę się nauczyć. Szczególnie, że nie posiadam zaplecza finansowego, bogatych rodziców i nie mam szczęścia do gier losowych. Mimo, że kilka razy dałam szansę losowi to on jednak do mnie nie zapukał z workiem pieniędzy.

 

Dlaczego o tym opowiadam?

Z 3 powodów:

  1. Potrzebuję się rozliczyć z przeszłością. Zamknąć tamten rozdział i oczyścić myśli. Czuję także, że są osoby, które na to czekają :)
  2. Kolorowa Matka istnieje, ale jest bardzo zapracowana, więc jej pamiętnik będzie rzadziej uzupełniany.
  3. Chcąc dodać sobie animuszu postanowiłam, że będę dzielić się moimi wątpliwościami, sukcesami, rozterkami związanymi z prowadzeniem firmy. Mnie brakuje miejsca w sieci, gdzie mogą znaleźć drogę innych rozpoczynających działalność.

Za to znajdziemy:

  • mnóstwo porad, które należy przeczytać i stosować. Tyle tylko, że mam wrażenie, że większość z nich jest powielanych przez teoretyków, nie praktyków.
  • wiele historii sukcesów, ale nikt nie opowiada ile kosztowało to pracy, pieniędzy, rozczarowań, wiedzy, poszukiwań innych rozwiązań itd.

A takim jak ja potrzebne są prawdziwe historie. Bez ubawień, bez samych sukcesów. Dlatego chcę stworzyć taką przestrzeń. Ten tekst jest początkiem cyklu Biznes – moja historia.

 

Trzymajcie kciuki.

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać. Każdy sygnał od Ciebie i innych moich czytelników jest dla mnie bardzo ważny. Sprawia, że chcę być jeszcze lepsza.

Chcesz docenić moją pracę? Możesz to zrobić. Wiem, że nie masz za dużo czasu, więc zrób to teraz:

  • skomentuj wpis tutaj
  • skomentuj wpis na fanpage Kolorowamatka
  • polub fanpage Kolorowamatka
  • udostępnij wpis swoim znajomym

22 myśli na temat “Własny biznes – początek mojej historii

  1. Ja też coraz częściej zastanawiam się nad jakąś własną działalnością. Wszystko we mnie buntuje się przed powrotem na etat po urlopie wychowawczym – być może dlatego, że mam w związku z dotychczasowym zatrudnieniem bardzo nieprzyjemne doświadczenia i jednak zdecydowanie lepiej organizuję sobie czas pracy sama, niż kiedy szef i współpracownicy stoją mi nad głową. Mam nadzieję, że przez ten niecały rok, który mi pozostał – uda mi się wymyślić coś od początku do końca swojego, z czego dodatkowo dałoby się przeżyć :)

  2. Cztery lata temu też zaczynałam coś swojego,niestety nie wyszło. Znam to wszystko,ciężko ruszyć ze swoim pomysłem bez zaplecza finansowego.Myślę,że sklep z artykułami dla dzieci to strzał w dziesiątkę, ja za namową męża miałam transport drogowy ;)
    Powodzenia,trzymam kciuki.

  3. Mi pasuje praca na etacie, bo dogaduję się z współpracownikami i mam stały, pewny dochód, ale czasami nachodzi mnie myśl, że chciałabym być sama sobie szefem.

    1. W tym cyklu chcę pokazać cienie i blaski bycia własnym szefem. Istnieje wiele poradników i wpisów jak rozkręcić biznes. Ale to są nazwijmy to „fakty”. Ja chcę mówić przede wszystkim o uczuciach z tym związanych. Tak więc zapraszam do śledzenia :)

  4. Trzymam kciuki mocno! Obecnie jestem w podobnej sytuacji – nie wiem, gdzie iść. Etat, czy własna firma? Wczoraj przeszukiwałam oferty pracy, a dzisiaj pomysłu na biznes i tak już chwilę mi to zajmuje. W końcu muszę podjąć decyzję :)

    1. Jeżeli mogę coś doradzić. To nie decyduj pochopnie :)
      Zbierz budżet – to w pierwszej kolejności nie zależnie od tego co będziesz robić. Na starcie czekają Cię comiesięczne wydatki na ZUS + obsługa księgowa. Dodatkowo koszt kasy fiskalnej (jeśli będzie taka potrzeba) i dodatkowych materiałów. Potem poszukaj pomysłu jaki będzie sprawiał Ci przyjemność. To podstawa :)

  5. Wow, wciągnęłam mnie Twoja historia, chyba właśnie dlatego, że jest w niej dużo o uczuciach. Mogę sobie wyobrazić, jak trudny to musiał być dla Ciebie okres i ile odwagi potrzebowałaś, by podjąć decyzję o rezygnacji z pracy i działać pomimo trudności. Zgadzam się z Tobą – wiele jest historii o osiągniętych sukcesach, a my potrzebujemy też usłyszeć, ile po drodze było błędów, porażek, ale też determinacji, woli walki i odwagi.Trzymam za Ciebie kciuki!

    1. Dziękuję Aniu.
      Ja już popełniłam ich sporo mimo, że mam doświadczenie w działaniach marketingowych. Kiedy mamy duży budżet łatwiej poruszać się w świecie reklamy i marketingu. Teraz tak nie jest. Z jednej strony trzeba być odważnym. Z drugiej zachować ostrożność. Mam nadzieję, że uda mi się to wszystko pogodzić.

  6. Ja osobiście do prowadzenia własnego biznesu chyba nie nadaje się ale mój Luby chciałby… Zobaczymym. Tobie życzę powodzenia we wszystkim co robisz. :-)

    1. Do własnego biznesu trzeba „dojrzeć”. Ja od dawna chciałam stworzyć coś swojego. Tylko zawsze odkładałam to na później. Jednak los zadecydował za mnie. I stało się :)
      Dziękuję Agnieszko. Kciuki się przydadzą :)

  7. Aniu trzymam kciuki za powodzenie. Tak bardzo spokojnie to piszę, bo patrze na mojego syna na „własnym chlebie” i widzę, że nie jest łatwo. Będę śledzić, bo nie wiem, czy niedługo mnie też nie czeka pójście na swoje, chociaż raczej w działalności trenerskiej i edukacyjnej, a nie sprzedaży, bo o tym nie mam pojęcia. Ściskam i idę dalej czytać.

    1. Basiu jesteś WIELKA :) Wiem, że teraz w „edukacji” jest trudny okres. Nie wiadomo jak to się zakończy. Wierzę jednak, że świetnie sobie poradzisz. Jesteś kreatywna, odważna, przebojowa. Rozglądnij się ile osób na Ciebie przychylnie spogląda :)

    1. Dziękuję Ewelino :) Teraz wiem, że nie należy wiązać się z jedną firmą na tyle lat. Warto zmieniać miejsce pracy bo z jednej strony nie przywiązujemy się tak bardzo do miejsca, z drugiej strony możemy rozszerzać swoją wiedzę i spojrzenie na obowiązki zawodowe.
      Decyzja była mega trudna, jednak wiem, że najlepsza jaką mogłam podjąć (niestety nie teraz, bo teraz czuję się jakbym była na 3 etatach równocześnie).

    1. Trzeba pokazać, że mimo trudności trzeba iść do przodu. I powiem, że dzieci świetnie się odnalazły w tej sytuacji. Młodszemu było ciężej zrozumieć pewne ograniczenia finansowe, ale teraz są dla mnie wspaniałym wsparciem :)

Dodaj komentarz