Zakaz wstępu dla dzieci do restauracji

Dwa miesiące temu obiegła świat informacja o tym, że jedne z restauratorów z Rzymu wprowadził zakaz wstępu dla dzieci poniżej 5 lat do restauracji. Dodatkowo do owej restauracji nie można wnosić nosidełek ani wprowadzać wózków. Na ten temat wypowiadało się wiele osób. Również blogerki parentingowe, mówiące o swojej rodzinie i rodzicielstwie. Co mnie zaskoczyło większość opinii było przychylnych restauratorowi. Chwalili go za dobry pomysł. Wydawało mi się, że temat jest zamknięty ale kilka dni temu znowu wpadłam na tekst udowadniający, że zakaz jest słuszny i wart wprowadzenia w innych restauracjach.

 

Rozumiem opinię, ale ja się nie zgadzam

Ja mam na ten temat przeciwną opinię. Nie podoba mi się taka postawa, ani właściciela restauracji, jak i przychylnych jemu głosów.
Zgadzam się z tym, że restaurator może sam decydować jakich gości zaprasza do swojego lokalu.

Rozumiem, że wiele osób potrzebuje miejsca, w którym może zjeść posiłek bez konieczności oglądania i słuchania „płaczących i wrzeszczących” dzieci. Sama czasami potrzebuję takiego spokojnego miejsca. Ale również uważam, że takie działanie to krok w stronę dyskryminacji. Za chwilę będziemy mieli zakaz wstępu do restauracji dla osób starszych – bo ręce im się trzęsą, bo głośno mówią, bo przypominają nam, że nasza starość już tuż, tuż. Albo zakaz wstępu dla osób na wózku inwalidzkim, z porażeniem mózgowym lub z zespołem Downa – bo razi nas ich niedoskonały widok.

Albo cofniemy się do czasów, w których do klubów nie mały prawa wstępu kobiety.

Już o dyskryminacji z powodu orientacji nie wspomnę. Temat nad wyraz często poruszany.

 

Zakaz wstępu – argumenty za wprowadzeniem

Przecież to jedna restauracja z wielu innych

Nie rozumiem tłumaczenia, że jedna restauracja z zakazem wstępu dla dzieci jeszcze nic nie zmienia. Przecież jest wiele innych, do których można wejść z małym dzieckiem. Tylko niech mi zwolennik takiej argumentacji wyjaśni, kto będzie decydował, która restauracja może ataki zakaz wprowadzić, a która nie. Może zastosuje się zasadę „kto pierwszy ten lepszy”? A co w sytuacji, gdy w okolicy jest tylko jedna restauracja? Rodzice z dziećmi mają zrezygnować z takiej małej przyjemności, czy może powinni zadowolić się jedzeniem na wynos, które zjedzą w samochodzie pod restauracją?

Dzieci są głośne i wszędobylskie

Tak, dzieci potrafią dać w kość rodzicom i otoczeniu. Ale argument, że są głośne i wszędobylskie niestety też mnie nie przekonuje. Moje dzieci są żywiołowe, ciekawe i trudno usiedzieć im w jednym miejscu. Ale na takie zachowanie też jest sposób. Do niedawna sama zabierałam na wizytę w restauracji cały arsenał „zabawiaczy”. Dzięki temu dzieci były zajęte do czasu podania im talerzy. Restauracje same mogą pomyśleć o zajęciach dla dzieci gości. Kolorowanki (wiele wzorów, i dla dziewczynki i dla chłopca) z kredkami (zaostrzonymi), książeczki, małe układanki, samochodziki, figurki, tablica z kredą itp. Bardzo skromny koszt dla restauracji, a korzyść wielka.

Gwarantuję, że większość dzieci da się opanować takimi zabawkami. Jeśli rodzice o tym nie pomyśleli to może restaurator mógłby, dla własnej korzyści. Od kiedy cała nasza rodzina chodzi do restauracji z dziećmi rachunek się podwoił. Rodzice z dziećmi z reguły oczekują szybkiej obsługi: zamawiają, jedzą i wychodzą. A stolik może przyjąć następnych gości. Szybki klient.

Zresztą nie tylko dzieci stanowią źródło hałasu. Co powiecie na ludzi pod wpływem alkoholu? Oni nie zważają na innych. Nie trzeba być pod wpływem alkoholu. Wystarczy dobry humor i głośny sposób bycia. Sami ostatnio doświadczyliśmy bardzo denerwującego zachowania od dorosłego gościa restauracji. Jedna z pań, około 35 lat, na każde wypowiedziane zdanie przez kelnerkę wybuchała tekstem: „o la la”. W przeciągu 15 minut usłyszeliśmy 10 takich wybuchów. Nic mnie tak nie drażniło jak to zachowanie. Przy pobliskich stolikach było kilkoro dzieci, w wieku od kilku miesięcy, poprzez kilkulatki, a kończąc na moich własnych 8 i 12 latkach. Dzieci zachowywały się cicho. A dziecko, które nagle się rozpłakało, zostało wyniesione na korytarz przez ojca i tam uspokajane. Natomiast pani „O la la” nikt nie zwrócił uwagi. Ja też. Dlaczego? Bo staram się być tolerancyjna. Wiem, że wychodząc do restauracji mogą mnie tam spotkać niespodzianki – głośny sąsiad, rozchichotana sąsiadka, płaczące dziecko, niedosłyszący staruszkowie czy dziewczyna na wózku inwalidzkim. Normalna sprawa.

 

Uwaga

Małe ogłoszenie dla rodziców popierających wprowadzenie zakazu wstępu dla dzieci do restauracji. Jeśli chcecie mieć pewność, że odbędziecie romantyczną kolację we dwoje, to albo będziecie musieli wynająć salę w restauracji, albo zaszyjecie się we własnym domu, wcześniej wysyłając dzieci do dziadków, przyjaciółki lub niani. W innym przypadku nie macie gwarancji, że Wasz romantyczny wieczór nie będzie obfitował w niemiłe niespodzianki.

 

Sposoby na zajęcie dzieci w restauracji

 

Dzisiaj nie musimy zabierać gadżetów na wizytę w restauracji. Nasze dzieci dorosły na tyle, aby można było z nich zrezygnować na rzecz rozmowy lub różnego rodzaju zagadek słownych. Ale do niedawna naszymi „przyjaciółmi” były:

 

1. mały zestaw kloców LEGO

Najlepiej typu 3w1, który umożliwia zbudowanie 3 prac z tych samych klocków.

 

2. Kolorowanki + kredki lub pisaki

Najlepiej klika kolorowanek do wyboru o tematyce, którą lubi dziecko.

 

3. Zeszyt z zagadkami

W księgarni można znaleźć przeróżne książeczki z zagadkami dla dzieci, dostosowanymi do wieku malucha. Najlepiej aby miały różnorodne zagadki, np. labirynty, wyklejanki, kropki do łączenia w obrazki.

 

4. Książeczki

Można dziecku cicho poczytać, wspólnie pooglądać oraz pozadawać zagadki, np. ile kwiatków widzisz na obrazku, gdzie są kółka, ile jest dzieci itp.

 

5. Autka

Można je puszczać po stole, udawać, ze stół to parking itd. Uwaga trzeba umieć zapanować nad dzieckiem, aby samochodziki nie jeździły po całej restauracji.

 

6. Roboty, lalki, misie o inne przytulanki

 

7. Rozmowa z dzieckiem i zabawa w zgdaywanki

Nasza ulubiona zabawa, do dznia dzisiajszego, to zadawanie pytań, np. co to jest: jest duże, drewniane i ma 4 nogi?, Co to jest, przeźroczyste i stoi na stole? Itp.

 

8. Telefony komórkowe lub tablety

Niechętnie, ale polecam, gdy nie mamy nic innego przy sobie do zabawy. Wyciszam wtedy dźwięk, aby innych gościom nie przeszkadzały gry lub filmiki.

 

A gdy dziecko płacze to proponuję na chwilę wyjść na korytarz i tam uspokoić malucha. Innym pomysłem jest podejście do baru i zainteresowanie dziecka czymś ciekawym. Najczęściej skutkuje.

 

Na koniec może taka oczywistość, o której co niektórzy zapominają. W większości przypadków rodzice nie mają na celu zdenerwowania gości restauracji. Oni też chcę zjeść posiłek w spokoju.

Może zatem zanim następnym razem wybierzemy się z rodziną do restauracji to nasze kroki skierujemy ku takiej przyjaznej dzieciom – dzięki temu wesprzemy tych restauratorów, którzy o nas myślą, zabierzmy ze sobą „zabijacze czasu”, i pomyślimy, że inni goście przyszli tutaj w celu spokojnego zjedzenia posiłku. A tych, którzy nie mają dzieci proszę o uzbrojenie się w cierpliwości, ponieważ kiedyś, być może, to Wy będziecie mieli pod opieką znudzone dzieci. Chyba, że restauracja, którą chcecie odwiedzić będzie miała zakaz wstępu dla dzieci. Wtedy świat będzie wyglądał zupełnie inaczej.

 

Zakaz wstępu dla dzieci

 

Zapraszam na wpis o tym co robię, aby przetrwać nudy moich dzieci.

Pojazd

11 myśli na temat “Zakaz wstępu dla dzieci do restauracji

    1. Dokładnie tak :) A co ze środkami komunikacji, urzędami, poczekalnią u lekarza, sklepem. Też wprowadzimy zakaz? Bo dzieci nam przeszkadzają?

  1. Z Lilianą byliśmy na obiedzie w restauracji raz, miała dziewiec miesięcy. Gdy ludzi nagle zrobiło się dużo ( ze względu na wycieczkę zagraniczną z Hiszpanii) zrobiło się ciepło. Lila wpadła w histerię, ale taka, że sama nie wiedziałam co mam zrobić. Nigdy się tak nie zachowywała, w końcu w domu i przy każdym rodzinnym spotkaniu jest od 10 do 20 osób … I szczerze mówiąc to był póki co pierwszy i ostatni wypad z nią w takie miejsce. Za dużo stresu mnie to kosztowało i boję się powtórki, tym bardziej że mamy teraz etap wstydzenia się każdej nowej twarzy. Co do samego zakazu… Hmmm. Chyba pierwszy raz nie mam zdania :-) Rozumiem resturatora i gości Ale rozumiem i oburzonych rodziców, gdyby nagle w ich ulubionej restauracji nie mogli zjeść z dzieckiem…

    1. To trudny temat. Mnie się jednak wydaje, że można znaleźć kompromis. Goście powinni uzbroić się w cierpliwość i tolerancję, a rodzice zwracać uwagę na innych :)

  2. Nie mam nic przeciwko dzieciom w restauracjach, ale nie ukrywam, że często denerwują mnie te biegające i wrzeszczące, podczas gdy ja chcę się delektować posiłkiem. Być może jak będę miała swoje dzieci, to mi się to odmieni ;p

  3. Bardzo dużo zależy od rodzica, bo często widzę rozwrzeszczane i biegające wszędzie dzieciaki, a rodzice nie reagują… Chociaż raz w autobusie jakaś dziewczynka zaczęła strasznie krzyczeć, że chce wysiąść i wystarczyło jedno spojrzenie jej mamy, żeby ucichła. :D

  4. Nie mam nic przeciwko dzieciom w restauracji pod warunkiem, że rodzic umie się zachować ;) bo w większości to nie jest problem z dziećmi tylko z ich rodzicami, którzy myślą, że wszystko im się należy i nikt nie powinien się ich czepiać. A niekoniecznie mam ochotę oglądać przy jedzeniu matkę zmieniającą dziecku pieluchę albo denerwować się gdy maluch biega po całej sali, gdy rodzice nawet nie zwracają na niego uwagi. Pracowałam w restauracji i naoglądałam się naprawdę wielu takich sytuacji… Łącznie z dziećmi wbiegającymi mi pod nogi i wieszającymi się na mnie, gdy niosłam do stolików talerze z gorącą zupą ;)

  5. Jeżeli na runku będzie równowaga, więc będzie dużo restauracji dla rodziców z dziećmi i takich do których mogą wchodzić dzieci od określonego roku życia to ok – jestem za. Zbyt wiele razy widziałam, jak rodzice porostu olewają swoje dzieci biegające i piszczące po całej restauracji. Gdyby zajęli się nimi to byłoby w porządku, ale często tego nie robią.

    1. W mojej miejscowości jest w zasadzie tylko jedną restauracja. I nie powstanie więcej. Więc wyboru nie ma. Ja jestem za tym, aby zwracać rodzicom uwagę, że przeszkadzają innym gościom.

  6. Też myślę, że taki zakaz jest nie fair. Tzn, rozumiem – mi tez czasem przeszkadzają wrzeszczące dzieci, ale przecieź też kiedyś będę mieć własne i nie chciałabym być w sytuacji w której nie mogę wejść do mojej ulubionej restauracji, przez 5 lat, bo nie wolno tam wchodzić z dziećmi! Poza tym tak samo mnie irytują właśnie osoby bardzo głośne i krzyczące, a ich jakoś nikt nie wyprasza. A co do pomysłów na zajęcie dzieci w restauracji lego – sama chętnie bym się tym pobawiła, a dzieckiem już nie jestem :D Może by tak otworzyć specjalną lego restaurację? ;>

    1. Super pomysł na restaurację :)
      Dziękuję za Twoją opinię. Cieszę się, że osoby, które nie mają jeszcze dzieci też tak myślą jak ja.

Dodaj komentarz